Dzisiaj imieniny obchodzą: Albina, Zdzisław Solenizantom życzymy wielu Łask Bożych
Jesteś tutaj: HomeŚpiewnikPieśni żałobne i pokutne

Pieśni żałobne i pokutne

 

ACH   LITOŚCIWY,   NIESKOŃCZONY   BOŻE

 

                       

Ach litościwy, nieskończony Boże,

Któż mnie w nieszczęściu moim wspomoże

 Opatrzność Boga mojego,

 Tylko się udam do niego.

 

                                               Kto się poleca Boskiej opatrzności,

                                               Bóg wszystkim włada dla swej łaskawości,

                                               Prędko pocieszy w kłopocie

                                               I poda rękę sierocie.

                                   Czemuż Jonasza ryba wyrzuciła?

                                   Bo go opatrzność Boska wyzwoliła.

                                   W każdym nieszczęścia terminie,

                                   Kto Bogu ufa, nie zginie.

                                               Daniel wrzucony lwom na poszarpanie,

                                               Kto go zachował? Twa opatrzność Panie.

                                               Za co Ci dzięki dajemy,

                                               Byś nie opuścił prosimy.

                                   Egipt wesoły z więzienia Józefata,

                                   Opatrzność Boska to jego pociecha

                                   Wywyższyła go w godności,

                                   Lud opatrzyła w żywności.

                                               Fałszywą potwarz Zuzanna cierpiała,

                                               Gdy opatrzność na pomoc wezwała,

                                               Wprędce doznała ratunku

                                               W niezmiernym swoim frasunku.

                                   Niemowlę Mojżesz na morze rzucony,

                                   Od opatrzności doznaje obrony,

                                   Niosąc Go morskie bałwany

                                   Od wody nie był zalany.

                                               Każdego czasu w Bogu ufność miewaj,

                                               A opatrzności jego na swą pomoc wzywaj,

                                               Bóg cię pocieszy w frasunku,

                                               Doda ci swego ratunku.

                                   Bóg wszystko dobro opatrzność sprawuje,

                                   W każdym nieszczęściu człowieka ratuje,

                                   Kto wzywa Boskiej opieki,

                                   Nie wypuści go na wieki.

                                               Ja mam nadzieję w miłosierdziu Boga,

                                               Że choć nastąpi jaka straszna trwoga,

                                               Opatrzność Boska to sprawi,

                                               Że mnie z nieszczęścia wybawi.

                                   Owe zwierzęta , co w kniejach mieszkają,

                                   Od opatrzności swoją żywność mają,

                                   Bóg Cię w swej trzyma opiece,

                                   Tym bardziej ciebie człowiecze.

                                               Wszelkie ptaszęta wdzięcznie śpiewają,

                                               Opatrzność Boską zawsze wychwalają,

                                               Wdzięczne Boskiej opatrzności,

                                               Że im udziela żywności.

                                   Radość to nasza, że Bóg jest obroną,

                                   Miłosierdzie Twoje i nad naszą stroną,

                                   Mając nas zawsze w pamięci,

                                   Jak ojciec kocha swe dzieci.

                                               Do ciebie Boże, my grzeszni wołamy,

                                               Twej opatrzności na pomoc wzywamy,

                                               Nie wypuszczaj nas na wieki,

                                               Z Twojej najświętszej opieki.

                                   Idę podróżą między bory, lasy,

                                   Tam mnie zły człowiek nigdy nie nastraszy,

                                   Opatrzność Boska ochroni,

                                   Od złego człeka obroni.

                                               W Tobie, mój Boże, ufność pokładamy,

                                               Twej opatrzności na pomoc wołamy,

                                               Dodaj w nieszczęściu ratunku,

                                               Ciesz nas w biedzie i frasunku.

                                   Żołnierz na wojnie w Bogu zaufany,

                                   Od opatrzności bywa ratowany,

                                   Pan Bóg kulami kieruje,

                                   Kogo chce życiem daruje.

                                               Opatrzność rządzi wodami błądzących,

                                               W jakimkolwiek stanie lub szczęściu będących,

                                               Każdy dozna jej opieki,

                                               Bo jest Bóg Bogiem na wieki.

 

 Ach nieskończony litościwy Boże

Ach nieskończony litościwy Boże,
Któż mnie w nieszczęściu moim tak wspomoże,Opatrzność Boga mojego,
Tylko się udam do niego. Bóg wszystkim włada dla swojej dobroci,
Kto się oddaje Boskiej Opatrzności.Prędko pocieszy w kłopocie,
Podaję rękę sierocie. Czemuż Jonasza ryba wyrzuciła,
Opatrzność Boska jego wyzwoliła.W takiem nieszczęściu terminie,
Opatrzność Boska niech słynie. Daniel wrzucony lwom na poszarpanie,
Któż go wyzwolił Twa Opatrzność Panie,Za, co Ci dzięki dajemy
Opatrzność Boską chwalimy. Egipt wesoły z więzienia Józefa,
Opatrzność to Jego pociecha,Dodała takiej godności,
Przez jego wszelkie żywności. Fałszywe kłamstwo Zuzanna cierpiała,
Opatrzności Boskiej na pomoc wzywała,Wprędce doznała pociechy,
Pokutująca za grzechy. Gdy jeszcze Mojżesz, w wodę był wrzucony,
Z Opatrzności Boskiej doznał obrony,

Nosząc go morskie bałwany,
Piastował Bóg ukochany, Hardy Faraon Izraela goniący,
Opatrzności Boskiej nie wzywający.Został na morzu zalany,
Z wojskiem, z którem był wybrany, Izrael z ludem był przeprowadzony,
Z Opatrzności Boskiej doznawał obrony,Stanął na brzegu szczęśliwie,
Bo go Bóg kochał prawdziwie. Każdy uważał Piotrowe więzienie,
Z Opatrzności Boskiej miał tam wyzwolenie,Opatrzność Boska sprawiła,
Anielska ręka puściła. Ledwie tylko chcesz sobie pomyśliwać,
Opatrzności Boskiej trza nad sobą wzywać,Bóg cię pocieszy w frasunku,
Doda ci swego ratunku. Łaska to Boska wszystko nam sprawuje,
W różnych nieszczęściach człowieka ratuje,Kto wzywa Boskiej opieki,
Nie wypuści go na wielki. Mamy nadzieję w miłosierdziu Boga,
Choćby nastąpiła jaka straszna trwoga,Opatrzność Boska to sprawi,
W różnych nieszczęściach wybawi, Na co ptaszęta wdzięczne głosy mają,
Opatrzność Boską zawsze wychwalają,Dziękując Boskiej opiece,
Zważajże sobie człowiecze.One zwierzęta, co w kniejach mieszkają,
Z opatrzności Boskiej, tylko żywność mają,Bo je Bóg trzyma w opiece,
Tembardziej i ciebie człowiecze. Pono pomyślisz, że jest rzecz prawdziwa,
Opatrzność Boska, bardzo dobrotliwa,Dodaje zdrowia, fortuny,
Królom rozdaje korony. Ku Tobie Boże, my grzeszni wołamy,
Opatrzności Boskiej na pomoc wzywamy.Nie wypuszczaj nas na wieki,
Z Twojej Najświętszej opieki. Radość to nasza, że Bóg jest obroną,
Ma miłosierdzie nad Polską Koroną,Mając w swojej pamięci,
Kocha jak ojciec swe dzieci.Sejmy i rady panowie miewają,
Opatrzności Boskiej, na pomoc wzywają,Chcąc dostać jakiej godności,
Żebrzą Boskiej Opatrzności.Tarczą obronną jest Bóg żeglującym,
Którzy na morzu w okręcie płynącym.Opatrzność Boska sprawuje,
Anielska ręka kieruje. Ufność nadzieję w Tobie pokładamy.
Opatrzności Boskiej na pomoc wzywamy,Dodaj nam zdrowia ratunku,
W naszym upadku frasunku. Wojsko gdy na plac śmiele postępuje,
Opatrzność Boska, kulami kieruje,Kto kocha Jezu Twe Imię,
Na placu taki nie zginie. Księżyc na siebie gdy wydaje światło,
Opatrzności Boskiej dozna każdy łatwo,By doznawali opieki,
Że jest Bóg Bogiem na wieki. Idąc podróżą między bory, lasy,
Tam cię zły człowiek żaden nie nastraszy,Opatrzność Boska ochroni,
Od złego człowieka obroni. Żyjesz na świecie wierny chrześcijanie,
Mając nadzieję w tymże pelikanie,Który krwią swoją częstuje,
Ciałem Najświętszem ratuje,
Amen.
za: Pieśni kalwaryjskie (broszura)

 

 

 

ACH   MÓJ   JEZU

 

Ach, mój Jezu, jak ty klęczysz

W Ogrójcu zakrwawiony!

Tam Cię Anioł w smutku cieszył,

A stąd świat pocieszony.

                        Przyjdź mój Jezu,

                        Przyjdź mój Jezu,

                        Przyjdź mój Jezu, pociesz mnie,

                        Bo Cię kocham serdecznie.

Ach, mój Jezu, jakieś srodze

Do słupa przywiązany,

Za tak ciężkie grzechy moje

Okrutnie biczowany.

                        Przyjdź mój Jezu…

Ach, mój Jezu, co za boleść,

Cierpisz w ostrej koronie.

Twarz Najświętsza zakrwawiona,

Głowa wszystka w krwi tonie.

                        Przyjdź mój Jezu

Ach, mój Jezu, gdy wychodzisz

Na Górę Kalwaryjską

Trzykroć pod ciężarem Krzyża

Upadasz bardzo ciężko.

                        Przyjdź mój Jezu

A gdy mój najmilszy Jezus,

Na krzyżu już umiera,

Daje Ducha w Ojca ręce,

Grzesznym niebo otwiera.

                        Przyjdź mój Jezu…

Ach mój Jezu, gdy czas przyjdzie,

Że już umierać trzeba,

Wspomnij na Twą gorzką mękę,

Nie chciej zawierać nieba.

                        Przyjdź mój Jezu,

            A gdy mój, najmilszy Jezu,

            Na straszny sąd staniemy,

            Zmiłujże się nad duszami

            W trwodze zostającymi.

                        Przyjdź mój Jezu,

Gdyś jest sędzią postawiony

Nad żywymi, zmarłymi,

Zmiłujże się nad duszami

W czyśćcu zostającymi.

                        Wieczny pokój,

                        Wieczny pokój,

                        Wieczny pokój daj im Panie,

                        W niebie odpoczywanie.

 

 

 

 

 

ANIELE  STRÓŻU

 

                Aniele Stróżu, mój święty patronie,

                        Gdzie mnie poprowadzisz

                        Po mym życia zgonie.

                        I ja sam nie wiem,

                        I zgadnąć nie mogę,

                        O której godzinie poprowadzisz w drogę.

                                   Podobno mnie oddasz

                                   W czyśćcowe pożary,

                                   Aniele Stróżu mam to żal niemały.

                                   Żyłem na świecie w różnym utrapieniu,

                                   A teraz mam płonąć

                                   W czyśćcowym płomieniu.

                        Aniele Stróżu miej politowanie,

                        Niechaj mnie minie czyśćcowe karanie,

                        Zanieś suplikę Najwyższemu Panu,

                        Aby ma dusza nie była karana.

                                   Wydał mnie Bóg dekret

                                   Na me grzeszne ciało,

                                   Aby na tym świecie wypokutowało.

                                   Nie bój się duszo, ja jestem przy tobie,

                                   Aniołem Stróżem, powiadam to tobie.

                        Jestem ja aniołem,

                        Jestem ja Strażnikiem,

                        Tobie do nieba będę przewodnikiem.

                        Gdy staniesz duszo na niebieskim progu,

                        Oddaj że pokłon Najwyższemu Bogu.

                                   Zobaczysz, Pan ten jest

                                   Pan nad Pany,

                                   Cały świat jego włada Aniołami,

                                   Przeczytasz dekret całe swoje życie,

                                   Odbierzesz nagrodę od Boga sowicie.

                        Odbierzesz koronę, która zgotowała.

                        Czego się lękasz ma duszo kochana.

                        Postawię ja ciebie między wybranymi,

                        Zaśpiewasz chwałę Bogu oraz z nimi.

                        I ja też chwalić Boga nie przestanę,

                        Póki mej duszy w moim ciele stanie.

 

BARBARO   ŚWIĘTA

 

Barbaro święta, perło Jezusowa,

ścieżko do nieba grzesznikom gotowa.

Wierna przy śmierci, Patronko smutnemu, konającemu. /bis/

                                   Źródło czystości, obmyta na wieki,

                                   nie wypuszczaj mię z Twej świętej opieki.

Ty mnie przygotuj na drogę wieczności w świątobliwości. /bis/

                        Spraw by mój Jezus był dozorcą moim,

                        w życiu i zgonie, tak jako był Twoim,

                        niech duszę moją w niebie z świętej Twej pomocy z sobą zjednoczy. /bis/

                                   Twój, a mój Jezus w Świętym Sakramencie,

                                   niech mnie nakarmi w ostatnim momencie,

                                   ostatnie słowo, Jezus i Maryja, niech mnie nie mija. /bis/

                        W ranach najświętszych, w męce Jego drogiej,

                        zakryj mnie Panno od szatańskiej trwogi,

                        abym umierał dobrze z Twej obrony, nieustraszony. /bis/

                                   Teraz Ci chętnie polecam swą duszę,

                                   najbardziej w ten czas, kiedy konać muszę,

                                   Barbaro droga, oddajże ją Bogu w niebieskim progu./bis/

                        Komuż bezpieczniej duszę swą polecę,

                        jak Tobie, a Ty Jezusowi w ręce

                        oddaj, o perło, drogo zapłacona, krwią odkupiona. /bis/

                                    Szczęście to wielkie przy mej śmierci będzie,

                                   gdy Jezus z Matką Najświętszą zasiądzie,

                                   przy konającym Ty ocieraj moje śmiertelne znoje. /bis/

                        A tak wesoło konając zawołam

                        i ducha mego w ręce Bogu oddam,

                        gdy przy mnie staniesz wraz z Jezusem Twoim, a sędziom moim. /bis/

                                   Barbaro święta, uproś godne życie,

                                   bym mógł opłakać złości me sowicie,

                                   po dobrej śmierci z Świętymi mieszkanie daj Jezu Panie. /bis/

 

                                    Bądź mi litościw Boże nieskończony

 

               1. Bądź mi litościw Boże nieskończony

                               Według wielkiego miłosierdzia Twego,

                               Według litości Twej niepoliczonej,

                               Chciej zmazać mnóstwo przewinienia mego.

 

                               2. Obmyj mnie z złości, obmyj tej godziny

                               Oczyść mnie z brudu, w którym mnie grzech trzyma,

                               Bo ja poznaję wielkość mojej winy,

                               I grzech mój zawsze przed mymi oczyma.

 

                               3. Odwróć twarz Twoją od przestępstwa mego

                               I wszystkie moje odpuść nieprawości,

                               Stwórz serce czyste, warte Boga swego,

                               A ducha prawdy w moje wlej wnętrzności.

 

                               4. Nie oddalaj mię od Ojcowskiej twarzy,

                               Nie chciej mi bronić Twojego natchnienia,

                               Wróć radość, którą niewinność nas darzy,

                               I racz mię w duchu utwierdzić rządzenia.

 

BĘDĄ PAŃSKIE WIELMOŻNOŚCI

 

Będą Pańskie Wielmożności,

Chwalić wszystkich zmarłych kości;

Panie usłysz me modły w niebie,

Przyjdzie wsze ciało do Ciebie.

                                               Niech mnie Panie ręce Twoje,

                                               Przyjmą w niebieskie pokoje;

                                               Od bramy piekła straszliwej

                                               Czarta mocy zapalczywej.

                                   Racz wyrwać duszę mą Panie,

                                   odwróć od niej wieczne karanie;

                                   Wszelki Duch niech Pana chwali

                                   Na wieki i jeszcze dalej.

                                               Święci Pańscy przybywajcie

                                               Aniołowie przyspieszajcie

                                               Weźcie tę duszę do siebie,

                                               Stawcie ją przed Bogiem w niebie.

                                   Wieczna twoja światłość Panie,

                                   Niech jej świeci nieustannie;

                                   Niech wieczny pokój dziedziczę

                                   Patrząc na Twoje oblicze.

                        Który cię wezwał uprzejmie

Chrystus niech cię duszo przyjmie

Niech cię wiodą Aniołowie

Na łono Abrahamowe.

                                   Wieczne racz dać spoczywanie,

                                   Duszom zmarłych dobry Panie

                                   Światłość niech im świeci wiecznie,

                                   Prosim Cię Boże serdecznie.

 

 

BĘDĘ CIERPIAŁ, BOM ZASŁUŻYŁ

Będę cierpiał, bom zasłużył!

Panum się memu się zadłużył!

Aby mię w sądnym dniu onym

Nie zastał niewypłaconym.

                                               Czyli mię człowiek kłótliwy

                                               Łzy przez język uszczypliwy.

                                               Tym się będę zaspokajał:

                                               „Bóg go przysłał, by mię łajał”.

Gdy choroba dom mój psuje,

Gdy mię potwarz prześladuje,

Nie mruczę pod mym ciężarem

I karę uznaję darem.

                                               Niech mam zmartwienie w sąsiedzie,

                                               Niech mię przyjaciel zawiedzie,

                                               Pan mię przyjmie z weselem

I będzie mi przyjacielem.

Mór bydła, wylewy wody,

Grady, ogniowe przygody,

Choćby więcej Bóg kar złączył,

Wiemy, jak Hiobem skończył.

                                               To, co nas po śmierci czeka,

                                               Nad wszystko wspiera człowieka!

                                               A zmartwi mię zła godzina,

                                               Niebo, cierpliwych kraina.

 

 

 

 

 

BĘDĘ   CIĘ   WIELBIŁ

                              

Będę Cię wielbił mój Panie,

                                               Póki mnie na świecie stanie,

                                               Boś mnie w przygodzie ratował

                                               I śmiechów ludzkich zachował.

                                                           Panie wołałem ku Tobie,

                                                           A tyś mnie wsparł w mej chorobie,

                                                           Dodałeś mi swej pomocy,

                                                           Żem nie uznał ciemnej nocy.

                                               Ludu Pański śpiewaj swemu

                                               Obrońcy najpewniejszemu,

                                               Uczyń cześć powinną z chęci

                                               Jego najświętszej pamięci.

                                                           Gniew Jego jest ubłagany,

                                                           A łaski skarb nieprzebrany,

                                                           Kogo w wieczór zafrasuje,

                                                           Tego rano umiłuje.

                                               Łaska Twoja Panie była

                                               Tak mocno mnie utwierdziła,

                                               Ale skoroś twarz odwrócił,

                                               Wnet żeś moją hardość skrócił.

                                                           Cóżem ja miał począć sobie,

                                                           Tylko głos podnieść ku Tobie,

                                                           Co za korzyść mocny Boże,

                                                           Z mego zgniewania być może.

                                               Czyliż proch cześć będzie dawał,

                                               Albo dobroć Twą wyznawał,

                                               O Pani racz się zmiłować,

                                               A mnie grzesznego ratować.

                                                           Użyłeś zwykłej miłości,

                                                           Obróciłeś płacz w radości,

                                                           Zdjąłeś ze mnie wór żałobny,

                                                           A włożyłeś płaszcz ozdobny.

`                                              Przeto Cię wesoło wszędzie,

                                               Lutnia moja wielbić będzie,

                                               Chwała Twoja wieczny Panie,

                                               W ustach moich nie ustanie.

 

COKOLWIEK W ŚWIECIE JEST,

WSZYSTKO MARNOŚĆ

Cokolwiek w świecie jest-wszystka marność,

Choćby mnie królewska doszła godność,

Wszystko zginie, świat pominie,

Króla i cesarza śmierć nie minie.

            Nie masz już sławnego Cycerona

            Nie masz Absaloma i Samsona,

            Ich to sława przykład dawa,

            Że wszystko na świecie śmierci strawa.

Bym miał mądrość króla Salomona,

Bym też była tak piękny jak Helena.

Piękność owa, mądra głowa,

Od śmierci żadnego nie zachowa.

                                   Choćbym się w cielesnej kochał krasie,

                                   I ona się w szpetność zmieni w czasie.

                                   Ach! Niestała piękność ciała,

                                   Wczoraj się świeciła, dziś spróchniała.

                        Zmieni się cielesna, śliczna barwa,

                        Będzie z niej plugawa śmierci larwa,

                        A z pięknego nic brzydszego,

                        Nie masz nad człowieka umarłego.

                                    Ten, co cię za życia umiłował,

                                    Ręce Twoje miłe, twarz całował.

                                    Już z daleka nas zatyka,

                                    Twarz, oczy odwraca, precz ucieka.

Bym nad wszystkich ludzi był bogaty,

Drogie z srebra, złota nosił szaty,

Ze wszystkiego –kosztownego

Śmierć mnie ogołoci mizernego.

                                    Najlepiej zaprawdę Bogu służyć,

                                    Chcąc w niebie stałego dobra użyć.

                                    Niesłychane, nieprzebrane

                                    W niebieskich radości zgotowane.

I was, me dziatki, Bogu oddaję

Na zawsze się z wami tu rozstaję.

Pomagajcie modlitwami

I przy Mszy świętej błaganiami.

Polecam ci Jezu duszę moją

Racz przyjąć pokorną prośbę moją,

By Cię chwalić, wiecznie sławić,

Proszę Cię Jezu, racz mnie zbawić.

 

 

 

CZEMUŻ   TAK   RYCHŁO

 

                Czemuż tak rychło panie bierzesz mnie ze świata?

                        Czemuż tak prędko znikły moje młode lata?

                        Kilka lat tylko żyłam, kilka dni na świecie,

                        Nie użyłam rozkoszy w moim młodym lecie.

                       

                        Dałeś mnie był rodzicom a moim ukochanym,

                        Teraz mnie śmierć zabrała w wieku młodocianym.

                        Ojciec i matka z oczu obfite łzy leją,

                        I od żalu wielkiego na poły truchleją.

 

                        Mogłaś śmierć mi okrutna dać jeszcze pożyć,

                        By rodzice pociechy mogli ze mnie dożyć,

                        Lecz inaczej wyroki boskie sporządziły,

                        Aby złości światowe mnie nie potępiły.

 

                        Ojcze i matko moja, już się żegnam z wami,

                        Z krewnymi, kochanymi braćmi i siostrami.

                        Dziękuję wam za wszystko, coście uczynili,

                        Żeście mnie wychowali i mnie też żywili.

 

                        Młodzieńcy i panienki z wami się rozstaję

                        I tę wam do uwag naukę podaję.

                        Wiedzcie, iż do starości śmierć z kosą nie czeka,

                        Ale i w młodym wieku podcina człowieka.

 

                        Wy zaś wszyscy, którzy tu dziś przy mnie stoicie,

                        Ostatnią chrześcijańską posługę czynicie.

                        Westchnijcie z głębi serca do Boga naszego,

                        Aby mnie przyjąć raczył do Królestwa swego.

 

 

CZŁOWIECZE   PATRZ

 

                        Człowiecze patrz, jak krótko trwa

                                   Twe życie i uroda twa.

                                   Po życiu pełnym trosk i trwóg,

                                   Śmierć czeka cię, najsroższy wróg.

                                               Jak strzała ulatuje czas,

                                               Po śmierci wieczność czeka nas.

                                               Co człowiek tu na ziemi siał,

                                               Plon z tego wieczny będzie miał.

                                   Jak my, tak minie cześć i blask,

                                   Ulotne jak jutrzenki blask

                                   Twe życie, twego bólu jęk,

                                   Jak głosu twego przebrzmi dźwięk.

                                               Człowiecze, porzuć grzechy swe,

                                               Śmierć, grób i sąd zbliżają się.

                                               Wśród pracy, uciech, trosk i łez,

                                               Na rychły życia wspomnij kres.

                                   Matko kochana, ufam ci

                                   I żebrzę twojej litości.

                                   Racz nam darować po śmierci

                                   W tym ziemskim życiu słabości.

                                               O Matko droga, błagam cię,

                                               Nie opuść mnie w tej potrzebie.

                                               I gdy nadejdzie życia kres,

                                               Do nieba moją duszę weź.

                                   Bo przecież Matko dobrze wiesz,

                                   Jak ciężko nam jest bez ciebie,

                                   Więc pozwól Matko kochana,

                                   Po śmierci nam śpiewać w niebie.

 

 

DOBRANOC   SĄSIEDZIE

 

Dobranoc sąsiedzie/sąsiadko/, już idziemy spać,

                        Bo jutro do pracy trzeba rano wstać.

 

                                    Ty ze swą rodziną śpisz ostatnią noc,

                                   Bo Bóg tak zarządził i w tym jego moc.

 

                        Pożegnasz rodzinę i odejdziesz stąd,

                        By stanąć przed Bogiem na swój życia sąd.

 

                                    Ty ze swą rodziną śpisz ostatnią noc…

 

                        Niech będzie ta chwila dobra, a nie zła,

                        Gdy Pan Bóg zapłatę za twe życie da.

 

                                   Ty ze swą rodziną śpisz ostatnią noc…

 

                        Żegnamy dziś Ciebie, lecz gdy przyjdzie czas,

                        Do życia wiecznego Bóg powoła nas.

 

                                   Ty ze swą rodziną śpisz ostatnią noc…

 

                        Spotkamy się wtedy u niebieskich bram,

                        Gdzie Chrystus mieszkanie przygotował nam.

 

                                   Ty ze swą rodziną śpisz ostatnią noc…

 

                        Dobranoc sąsiedzie/sąsiadko/, ty już doszłeś tam,

                        Proś Pana Jezusa, by pomagał nam.

 

                                   Ty ze swa rodziną śpisz ostatnią noc…

 

DOTĄD MIZERNE DNI

 

Dotąd mizerne dni przypędzone,

Czasy strapione, nieprzepłacone

Snem nazwać trzeba, a nie dla nieba

Zasłużonymi czasy.

                                                Niestety wszystkie życia godziny

                                                Strawiłem pijąc jak wodę winy.

A cóż mi złoto! Zbawienia stratą

Grożą boskie wyroki.

Ocknij się duszo, a radź o sobie,

Podobno nagle zostaniesz w grobie.

Nieszczęsne ciało jak się stało

Już nie z jednym grzesznikiem.

                                                Piekło cię czeka za twoje grzechy,

                                                I płacz niezbyty, za sprośne śmiechy,

                                                O jak nie mdlejesz, jak nie drętwiejesz

Gdy tę prawdę śpiewają.

Co dzień na mary idą bez braku

Wszelkie stany, a ty na szlaku

Śmiertelnym stoisz, ani się boisz

Tak strasznego terminu.

                                                O zaślepiona zbyt bezpieczności,

                                                Co się nie lękasz onej wieczności,

                                                Która bez słońca i bez końca

                                                W nieszczęśliwsze otchłani.

Nie mile słuchać o piekle słowa,

Z melancholii kręci się głowa,

A czemu męki z szatańskiej ręki

Grzechem na się zaciągasz.

                                                Twardsze mam serce nad diamenty,

                                                Jeśli ostatnie wieku momenty

W marności strawię nie o poprawę

Życia mego nie myśląc.

Precz, precz ode mnie świecie z marnością,

Boga na celu stawiam z wiecznością,

Już odtąd jemu służyć jedynemu

Bez odmiany przyrzekam.

 

 

DUSZO   KOCHANA

 

                        Duszo kochana, grzechem zmazana,

                                   Czas ci się, czas ocucić,

                                   Czas iść do Boga, gdy zewsząd trwoga,

                                   Czas już grzechy porzucić.

                                               Już grzechy brzydkie stanęły wszystkie

                                               Przed Boskim majestatem,

                                               Już Bóg żarliwy gniew sprawiedliwy

                                               Wykonywa nad światem.

                                   Bo cóż pomoże, ach wieczny Boże,

                                   Choć dobrą wiarę mamy,

                                   Kiedy nowymi, coraz cięższymi

                                   Grzechami Cię obrażamy.

                                               Boże Łaskawy, przyjmij żal prawy

                                               Pokutujących ludzi,

                                               Sercem wzdychamy, łzy wylewamy,

                                               Niech prośba łaskę wzbudzi.

                                   Dusza skruszona, żalem ściśniona,

                                   Żebrze Twojej litości,

                                   Boże straszliwy, bądź miłościwy,

                                   Przebacz jej nieprawości.

                                               Ach Boże prawy, dobry, łaskawy,

                                               Przyjmij i mnie grzesznego,

                                               Uderz grzesznika, jak niewdzięcznika,

                                               Miłością ducha Twego.

                                   Niech odtąd Ciebie miłuję w niebie

                                   Nad wszystko najlepszego,

                                   Wyrzuć marności z moich wnętrzności

                                   Mocą imienia Twego.

                                               I oto proszę, niechaj odnoszę

                                               Najmiłosierniejszego.

 

HEN, ZA CHMURAMI TAM

                           

Hen, za chmurami tam,

                                   Chciałbym bardzo już być.

                                   Hen, za chmurami tam,

                                   Z moim zbawcą już być.

 

                                               Ref.      Wiem, że szykuje on

                                                           Prześliczny dla nas dom,

                                                           Hen, za chmurami tam,

                                                           Wśród gwiazd.

                                   Cierpienia, znoje, ból,

                                   Choć na ziemi tej są.

                                   On jednak jest mój król,

                                   On radością jest mą.

                                               Ref.      Wiem, że szykuje on

                                                           Prześliczny dla nas dom,

                                                           Hen, za chmurami tam,

                                                           Wśród gwiazd.

                                   Wśród tych codziennych trosk,

                                   Kiedy ciężko jest mi.

                                   Do góry wznoszę wzrok

                                   Tam nadzieja ma tkwi.

                                               Ref.      Wiem, że szykuje on

                                                           Prześliczny dla nas dom,

                                                           Hen, za chmurami tam,

                                                           Wśród gwiazd.

           

JA   WASZ   SERCEM   JESTEM   CAŁYM

 

Ja wasz sercem jestem całym

                                   I miłością chcę być stałym.

                                   Was kochając, serce kruszę,

                                   Wam oddaję ciało, duszę.

                                               Jezus, Maryja, Józef.

                                   Echo daje ogrom gwiazdy,

                                   Kto was kocha, zbawion każdy.

                                   Rozkosz w niebie z wami wieczna,

                                   Z wami umierać bezpieczna.

Jezus, Maryja, Józef.

                                   Ufam w Maryi miłości,

                                   Że okryje moje złości.

                                   Józefie święty patronie,

                                   Chcę umierać na twym łonie.

                                               Jezus, Maryja, Józef.

                                   Niech to boski sekret sprawi,

Że Bóg duszę moją zbawi.

Anno i Barbaro święta,

Niech będzie w niebo przyjęta.

                        Jezus, Maryja, Józef.

Z rana w wieczór życzem sobie,

Żyć umierać, być przy tobie.

Jezu słodki mieszkaj ze mną,

Piastuj duszę mą przyjemną

Jezus, Maryja, Józef

 

 

 

 

 

 

 

JA   WIEM,   W   KOGO   JA   WIERZĘ      

 

                   Ja wiem, w kogo ja wierzę, że nasz Zbawiciel żyw.

                        Co z prochu mnie zabierze do rajskich swoich niw.

                                   Ja wiem, kto mą ostoją, gdy świat w posadach drży.

                                   Kto wyrwie duszę moją z tej najczarniejszej mgły.

                        Ja wiem, w kim mam ufanie, gdy oko zajdzie mgłą.

                        Gdy wieczna zorza wstanie w tym świetle ujrzę Go.

                                   Ja wiem, kto łzy osusza, łagodnie z moich rzęs.

                                   I w kim znalazła dusza tęsknoty swojej kres

Ja wiem, że zajaśnieje, gdy Pan obudzi mnie.

                        I spełni me nadzieje po krótkim w grobie śnie.

                                   Do grobu proch kładziemy, gdzie spocznie /drogi brat, siostra/.

                                   Żegnamy na tej ziemi, ten zwiędły życia kwiat.

                        My wieńce ci składamy, czy patrzysz na nie rad.

                        Do grobu wprowadzamy, wszak żegnasz już ten świat.

                                   Do grobu rodzinnego, tam wzywa wszystkich Bóg.

                                   Do życia spokojnego, gdzie nie ma żadnych trwóg.

                        Na łonie Ojca w niebie, tam cisza wiecznie trwa.

                        Tam czeka On na ciebie, spoczynek błogi da.

 

 

 

 

JA   WIEM, W KOGO JA WIERZĘ

                            /wersja poprawna/

Ja wiem, w kogo ja wierzę, stałością duszy mej.

Mój Pan w tym Sakramencie, pełen potęgi swej.

To Ten, co zstąpił z nieba, co życie za mnie dał,

i pod postacią chleba pozostać z nami chciał.

                        Ja wiem, w kim mam nadzieję, gdy słabnie ducha moc.

                        To Ten, przed którym światło migoce dzień i noc.

                                   On moim szczęściem w życiu, On światłem w zgonu dzień.

                                   Zwycięża mroki grzechu, rozprasza śmierci cień.

                        Ja wiem, kogo miłuję, nad wszelki świata czar.

                        Kto pojął duszę moją, kto zna miłości żar

                                   To król nad wszystkie króle, Wszechwładny świata Pan,

                                   co karmi duszę moją, ciałem i krwią swych boskich ran.

 

JAK   KAŻDY,   KTÓRY   SIĘ   RODZI

 

Jak każdy, który się rodzi, *Tak ja idę do grobu.

W ziemi, z której ciało wyszło, *Niech tam spoczywa w Bogu!

                        Miłosierny Jezu mój, spojrzyj z nieba na lud swój.

                                   Bóg to mówił, żem był prochem, *W proch się znów obrócę.

                                   Aż mnie Pan na sąd powoła, *Z grobu mego powrócę.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Nago na świat zrodziłem/am/ się, *Nago wracam do ziemi.

                                   Tak bowiem grzech płacić musi *Adamowe plemienie.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Pracowałem/am/, siliłem/am/, *W pocie czoła mojego.

                                   Teraz zaś opuszczam wszystko, *Nie mając nic własnego.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Marny świecie weźmij nazad *Wszystkie próżności twoje.

                                   Niech tylko dobre uczynki *Będą bogactwo moje.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Te złączone z zasługami, *Zbawiciela mojego.

                                   Teraz mi będą pomocą *Do królestwa wiecznego.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Doznałem/am/ się z Salomonem *Twej pod słońcem marności.

                        Nie masz w czasie w obietnicach, *w dobrach Twoich światłości.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Dusza zewsząd uciśniona *I ciało utrapione.

                                   Lepiej mieszkać u Jezusa *na niebieskim Syjonie.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                        Już się teraz z wami żegnam, *Ach rodzino kochana/rodzice kochani/

                                   Gdy mnie Bóg powołał, niech się *Serce wasze nie rani.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Dziękuję za wasze trudy, *Podjęte w staranności.

                                   A jeżelim was obraził/a/, *Przebaczcie mej słabości.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Zostań z Bogiem mój małżonku /ma małżonko/,

*          ustań z twoją żałością.

                                   Byłaś /eś/moim pomocnikiem, *Podpierałaś/eś/ z szczerością.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Teraz śmierć nas rozłączyła, *Ja idę do wieczności.

                                   Pamiętaj na mnie i przebacz *Mojej niecierpliwości.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Dziatki moje, idę od was, *Serce wasze zranione.

                                   Bądźcie dziecinną miłością, *Z matką/ojcem/ waszą złączone.                                                             Miłosierny Jezu mój…

                                   Czyńcie dobrze tu na świecie, *Wystrzegajcie się złego.

                                   A Bóg będzie ojcem waszym, *Nie opuści żadnego.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Bracia, siostry z pokrewieństwem, *Złączeni przyjaciele.

                                   I wszyscy, którzy stoicie, *Tu, przy tym mojem ciele.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Żegnam was, Bogu oddaję, *Wszego dobra winszuję.

                                   Odpuście mej ułomności, *Za wszystko wam dziękuję.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Jedno jeszcze was upraszam, *Boga za mnie błagajcie.

                                   A stojąc przy zwłokach moich, *Z tego się nauczajcie.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Że śmierć, która mnie spotkała, *Nie ma względu żadnego.

                                   Jak mnie wzięła z tego świata, *Tak i weźmie każdego.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Na mnie często pamiętajcie, *Bądźcie zawsze gotowi.

                                   Na zdrowie się nie spuszczajcie, *A nie wierzcie światowi.

                                               Miłosierny Jezu mój…

                                   Aby, gdy Pan zakończy dni, *Żywota śmiertelności.

                                   Dobra śmierć była wam bramą, *Do wiecznej szczęśliwości.

                                               Miłosierny Jezu mój… .

 

 

 

 

 

JEDNA   GARSTKA   ZIEMI

 

       Jedną garstką ziemi, gdy przykryty/a/ będę,

            wnet boleści życia /2 razy / i cierpień nabędę.

Jedna garstka ziemi, niech mi będzie święta,

niech klęska grzechowa / 2 razy / będzie z niej odjęta.

            Wszyscy, co się znacie z przyjaciółmi mymi,

            rzućcie mi życzliwie / 2 razy / każdy garstkę ziemi.

Jedna garstka ziemi, za wszystko mi stanie,

za nią wieczne szczęście / 2 razy / wieczne królowanie.

            Jedną garstką ziemi, gdy mnie przysypiecie,

            Wszystkie me niedole / 2 razy / skończą się na świecie.

Jedna garstka ziemi, lekarstwo na rany,

Nie cierpi, nie jęczy / 2 razy / ziemią przysypany.

            Nic nas nie zaboli, nic nas nie zasmuci,

            Gdy nam dłoń przyjazna / 2 razy / garstkę ziemi rzuci.

Jedna garstka ziemi, dziedzictwo człowieka,

Każdy w dół swój wpadnie / 2 razy / choć przed nim ucieka.

            Niech cię nie zasmuca podziemne więzienie,

            Frasuj się jedynie / 2 razy / o duszy zbawienie.

Jedna garstka ziemi, wszystkim jednakowa,

Lecz nie jednakowe / 2 razy / tajemnice chowa.

            Jedna garstka ziemi wiedzie do żywota,

            Jedna garstka ziemi / 2 razy / pcha w piekielne wrota.

Jedna garstka ziemi hałasem zbawienia,

Jedna garstka ziemi / 2 razy / hałasem potępienia.

            Czyliście królowie, czyście ubogimi,

            Każdemu z was rzucą / 2 razy / jedną garstkę ziemi.

Czyliś jest w rozkoszach, czy się w boleść tłoczy,

Jednakową ziemią / 2 razy / przysypią ci oczy.

            Jedna garstka ziemi nikogo nie minie,

            Ona wszystko kończy / 2 razy / na tej łez dolinie.

Czemuż się człowiecze tym trapisz i smucisz,

Że z ziemi powstałeś / 2 razy / do ziemi się wrócisz.

            Poza ziemią życie i niebo wspaniałe,

            Poza ziemią szczęście / 2 razy / osiągniesz i chwałę.

Po trudach po znojach mile spocznę sobie,

U matki na łonie / 2 razy / w zimnym ciasnym grobie.

            I westchnę, aż kiedyś znowu mnie zawoła,

            Na sąd ostateczny / 2 razy / trąba Archanioła.

Przed sądem tym strasznym drżą biedni, grzesznicy,

O Boże zlituj się / 2 razy / postaw po prawicy.

Niech za me cierpienia życia doczesnego,       

Zażyję w niebiosach /2 razy/ żywota wiecznego.

 

 

JEZU   W   OGRÓJCU   MDLEJĄCY

                        Jezu, w Ogrójcu mdlejący,

                                   Krwawy pot wylewający,

                                   Dusze w czyśćcu omdlewają,

                                   Twej ochłody wyglądają, O Jezu.

                                               Przez Twój pot, o Jezu drogi,

                                               Wyzwól dusze z męki srogiej,

                                               Potu krwawego strumienie

                                               Niechaj zaleją płomienie, O Jezu.

                                   Przez Twe Jezu dyscypliny,

                                   Któreś cierpiał dla dusz winy,

                                   Niech z rózg krwią Twoją zbroczony

                                   Spłyną krople na strapionych, O Jezu.

                                               Królu w cierniowej koronie,

                                               Przez ukłute w Twojej skronie,

                                               Wyrwij z czyśćca do korony,

                                               Tych, co żebrzą Twej obrony, O Jezu.

                                   Krzyż okrutny dźwigający,

                                   Po trzykroć upadający,

                                   Przez ten ciężar krzyża Twego,

                                   Wyzwól z ognia czyśćcowego,             O Jezu.

                                               Jezu z sukien obnażony

                                               I na krzyżu rozciągniony,

                                               Dusze z czyśćca wyglądają,

                                               Ręce ku Tobie wyciągają, O Jezu.

Jezu z krzyżem podniesiony,

Między łotry policzony

                                   Policz dusze między święte

                                   Przez Twe bóle niepojęte, O Jezu.

                                               Niechaj z boku przebitego,

                                               Z serca Twego zranionego

                                               Spłyną do czyśćca strumieni

                                               Na dusz wiernych ochłodzenie, O Jezu.

                                   Jezu do grobu złożony,

                                   Maścią drogą namaszczony,

                                   Wypuść te dusze z więzienia,

                                   Niechaj dostąpią zbawienia,     O Jezu.

                                               Przez twą Chryste, srogą mękę,

                                               Podaj duszom w czyśćcu rękę,

                                               Wyciągnij je do swobody,

                                               Policz między świętych trzody, O Jezu.

                                   Wprowadź do rajskiej wieczności,

                                   Do niebieskiej szczęśliwości,

                                   Gdzie święci pieśń śpiewają,

                                   Trójcę Świętą wychwalają, O Jezu.

 

JEZU   ZRANIONY

 

                Jezu zraniony na me duszne rany,

                        Tak wiele razy już lekarz doznany.

                        Dziwny w tej mierze, że sam nic nie bierze,

                        Jeszcze niebem płaci.

                                   Ach, ja bez mózgu, bo prawie szalony,

                                   Tak ciężko będąc na duszy zraniony.

                                   Przecie ja do tego, lekarza świętego,

                                   Nigdy nie pośpieszę.

                        Bardziej mi grzechy i piekło smakuje,

                        Niżeli Jezus, choć niebem cukruje.

                        Ach, co poradzisz, kiedy nie odradzisz,

                        Tak szalonej głowie.

                                   Wtenczas ja spojrzę. Gdy w piekle po uszy,

                                   Lub przy skonaniu czarci strzegą duszy.

                                   Tam rozum przybędzie, ale nie w czas będzie,

                                   Bo zapadnie klamka.

                        Już się domyślam, kto te sztuki robi,

                        Kto omamiwszy swoje rzeczy zdobi.

                        Wszak to czart przeklęty, sidła i ponęty,

                        Jak na ptaszka stawia.

                                   Złe przemyślenia, mruganie, żarciki,

                                   Grzeszne rozmowy, szpetne koncerciki.

                                   Tysiąc ran zadają, na śmierć zabijają

                                   Jezusa mojego.

                        Odtąd mój Jezus z dusznymi ranami,

                        Choć czartowskimi brzękam kajdanami.

                        Pójdę ja do Ciebie, przyjmij mnie do siebie,

                        Miłosierny Jezu.

                                   Gdy wraz pójdziemy, tak niech sądzą siebie,

                                   Żem jest okrutnym tyranem dla Ciebie.

                                   Drugi raz krzyżuję, biję, policzkuję,

                                   Gdy się na grzech odważę.

                        Wiem, że to wszystko na sąd straszny będzie,

                        Gdy złości nasze Bóg sądzić zasiądzie.

                        Jaki tam strach będzie, kiedy moje wszędzie

                        Skryte grzechy rozgłosi.

                                   Wiem, że mi przecie Bóg darować raczy,

                                   Gdy skruszonego łzy w oczach zobaczy.

                                   Już nachylam szyję i w piersi się biję,

                                   I stawam pod krzyżem.

                        Niech Twa krew święta obmyje szkarady,

                        Czartowskie niech się już odkryją zdrady,

                        Ja sobie to tuszę, iż mą zbawisz duszę,

                        Że pójdę do nieba.

 

JEZU ZWIĄZANY

 

Jezu związany, rozkuj kajdany,

W które mnie złość podała.

Zrzuć ze mnie pęta, w które ponęta

Światowa uwikłała.

                        Wielki kapłanie, widzisz wzdychanie.

                        Daj grzechów rozgrzeszenie,

                        Bym z Twojej przyczyny wolnej od winy,

                        Mógł otrzymać zbawienie.

Prawda, że krwawą męka twe prawa

Dane od niej miałem

Lecz przez śmiertelny grzech,

Jak piekielny niewolnik postradałem.

                        Jednak w łaskawcy i życia dawcy

                        Nadziei nie straciłem.

                        Któż mnie wspomoże, chyba Ty Boże,

                        Którego obraziłem.

Wszakże Piotrowi, wszak i łotrowi,

Grzechy ich odpuściłeś

I Magdalenie w drugiej łez cenie

Skarb łaski przywróciłeś.

                        Wiem, o mój Panie, twoje żądanie

Wiem do siebie, pozwól być w niebie.

Przyjmij do siebie, pozwól być w niebie,

Broń od piekła katuszy.

                        Niech Twe rany, Jezu kochany

                        Ukryją mnie bezpiecznie,

                        Abym swobody, świętych nagrody

                        Zażywał w niebie wiecznie.

 

JUŻ IDĘ DO GROBU

 

Już idę do grobu ciemnego, smutnego

Gdzie będę spoczywał /2 razy / Aż do dnia sądnego.

            Gdzie możni królowie swe kości składają

            Książęta, panowie /2 razy / W proch się obracają.

W tę podróż odchodzę, nie biorę nic z sobą,

W postaci okrytej /2 razy / Śmiertelną żałobą.

            Tylko cztery deski, licha, biała szata,

            Toć cała wysługa /2 razy /      Mizernego świata.

Już słońce i księżyc świecić mi przestaną,

Robactwo, zgnilizna /2 razy / Te przy mnie zostaną.

            Gdzie mądry Salomon podział się z mądrością

            Gdzie Krezus, Aswerus /2 razy /        Ze swą wspaniałością?

Gdzie Samson tak silny, gdzie można Judyta,

Gdzie mocny Herkules /2 razy /         Niech się kto chce, pyta.

            W jaskini pod ziemią śmierć wszystkich ukryła,

            Toż samo i ze mną /2 razy /    Nędznym uczyniła.

Już od was odchodzę i żegnam się z wami,

Z ojcem, matką razem /2 razy /          Z braćmi i siostrami.

            Żegnam się z siostrami, synami, córkami,

            I z całą rodziną /2 razy /         I z przyjaciołami.

Żegnam się z tobą małżonko /małżonku/ kochana,

Dziękuję, żeś była /2 razy / W życiu mem wybrana.

            Ja cię oddaję boskiej opatrzności,

            Sama się zabieram /2 razy / Do wiecznej ciemności.

Żegnam się dziś z wami, wy zdrowi zostajcie,

A o mojej duszy /2 razy /       Nie zapominajcie.

            Łaskawym sąsiadom dziękuję stokrotnie,

            Że tu na mój pogrzeb /2 razy / Przybyli ochotnie.

                        Niech wszystkim Bóg płaci zdrowiem i fortuną,

                        Nagradza i wspiera /2 razy /   Niebieską koroną.

                                   Otrzyjcie łzy z oczu, ukójcie swe żałości,

                                   Życzcie mi pokoju /2 razy /    W niebieskiej światłości.

 

KRZYŻ

 

Po szerokich krosnach życia biegną nitki wzdłuż i wszerz

I krzyżują drogi twoje nie pytając, czy tak chcesz.

Szukaj wróżb i gwiazd na niebie horoskopy szczęścia pisz,

Nagle ktoś ci nić przeplecie i na drodze stanie krzyż.

Choćbyś dłońmi zakrył oczy, ukrył się w krainie cisz,

Życie zawsze tak się toczy, że cię wszędzie spotka krzyż.

Czasem jasne błyśnie słońce, już o szczęściu błogim śnisz,

Nagle ktoś ci nić przeplecie i na drodze stanie krzyż.

Czy zasługa twa czy wina, nie rozplączesz nitek dróg,

Bo tak wiąże się tkanina, której tkaczem jest sam Bóg.

Pij swój kielich gorzkiej doli, do ostatniej kropli sącz,

A twe serce, co tak boli, z Matką Bożą złącz.

Pij powoli, chociaż ostre kolce ranią duszę twą,

Krzyż zesłany dźwigaj mężnie, choć z boleści łzą.

Cichuteńko niech łzy płyną, o Jezusa świętych ran,

Dni żywota prędko miną, a pocieszy Pan.

A gdy jeszcze gorzkiej doli kilka kropli kielich ma,

Trzeba cierpieć, pić powoli, wypić aż do dna.

 

KTO   SIĘ   W   OPIEKĘ

Jan Kochanowski /wersja oryginalna/

 

                Kto się w opiekę podda Panu swemu

                        A całym prawie sercem ufa Jemu,

                        Śmiele rzec może: „Mam obrońcę Boga,

                        Nie będzie u mnie straszna żadna trwoga.”

 

                        Ciebie on z łowczych obierzy wyzuje

                        I w zaraźliwym powietrzu ratuje;

                        W cieniu swych skrzydeł zachowa cię wiecznie,

                        Pod Jego pióry ulężesz bezpiecznie.

                       

                        Stateczność Jego tarcz i puklerz mocny,

                        Za którym stojąc na żaden strach nocny,

                        Na żadną trwogę ani dbaj na strzały,

                        Którymi sieje przygoda w dzień biały.

 

                        Stąd wedla ciebie tysiąc głów polęże,

                        Stąd drugi tysiąc; ciebie nie dosięże

                        Miecz nieuchronny, a ty przedsię swymi

                        Oczyma ujrzysz pomstę nad grzesznymi.

                       

                        Iżeś rzekł Panu: „Tys nadzieja moja,

                        Iż Bóg nawysszy jest ucieczka twoja-

                        Nie dostąpi cię żadna zła przygoda

                        Ani się najdzie w domu twoim szkoda.

                       

                        Aniołom swoim każe cię pilnować,

                        Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować

                        Na ręku będą, abyś idąc drogą

                        Na ostry krzemień nie ugodził nogą.

 

                       

Będziesz po żmijach bezpiecznie gniewliwych

                        I po padalcach deptał niecierpliwych;

                        Na lwa srogiego bez obawy wsiądziesz

                        I na ogromnym smoku jeździć będziesz.

 

                        Słuchaj, co mówi Pan: „Iż mię miłuje,

                        A przeciwko mnie szczerze postępuje-

                        Ja go też także w jego każdą trwogę

                        Nie zapamiętam i owszem wspomogę.

 

                        Głos jego u mnie nie będzie wzgardzony,

                        Ja z nim w przygodzie; ode mnie obrony

                        Niech pewien będzie, pewien i zacności,

                        I lat szedziwych, i mej życzliwości.

Kto się w opiekę

Kto się w opiekę odda Panu swemu,
A całym sercem szczerze ufa Jemu,
Śmiele rzec może, mam obrońcę Boga,
Nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga,
Żadna straszna trwoga.

Ciebie On z łowczych obieży wyzuje,
I w zaraźliwym powietrzu ratuje.
W cieniu swych skrzydeł zachowa cię wiecznie,
Pod Jego pióry uleżysz bezpiecznie.

Stateczność Jego tarcz i puklerz mocny,
Za którym stojąc na żaden strach nocny,
Na żadną trwogę, ani dbaj na strzały,
Którymi sieje przygoda w dzień biały.

Stąd wedle ciebie tysiąc głów polęże,
Miecz nieuchronny ciebie nie dosięże,
A ty zdumiały oczyma swoimi
Niechybną pomstę ujrzysz nad grzesznymi.

Iżeś rzekł Panu:"Tyś nadzieja moja",
Iż Bóg najwyższy jest ucieczka twoja,
Nie padnie na cię żadna zła przygoda,
Ani się znajdzie w domu twoim szkoda.

Aniołom swoim każe cię pilnować,
Gdziekolwiek stąpisz, będą cię piastować,
Na ręku nosić, abyś idąc drogą
Na ostry kamień nie ugodził nogą.

Będziesz bezpiecznie po żmijach zjadliwych
I po padalcach deptał niecierpliwych,
Na lwa srogiego bez obrazy wsiądziesz
I na ogromnym smoku jeździć będziesz.

Słysz, co pan mówi: "Ten to Mnie miłuje
I ze Mną sobie szczerze postępuje,
I Ja go także w jego każdą trwogę
I nie zapomnę. I owszem, wspomogę.

Źródło: ks. Jan Siedlecki, Śpiewnik kościelny

MIAŁEM   CI   JA   W   SERCU

 

                Miałem ci ja w sercu Jezusa miłego,

                        Który mi kołatał u drzwi serca mego.

                                   Wolałem ja służyć światu obłudnemu,

                                   Niżeli je otworzyć Jezusowi memu.

                        Biada mnie na świecie, człowiekowi nędznemu,

                        Żem nie służył z młodu Panu Bogu memu.

                                   Szczęśliwy ten człowiek, szczęśliwego rodu,

                                   Który od młodych lat, służył Panu Bogu.

                        Ma go też Pan Jezus zawsze w swej opiece,

                        I Panna Maryja, gdy się k’niej uciecze.

                                   Idźcie precz ode mnie złe nieszczęsne chęci,

                                   Niechaj już mnie zły duch do siebie nie nęci.

                        On mi nadskakuje, grzechy mi cukruje,

                        Marności światowe zawsze obiecuje.

                                   Proszę Cię mój Jezu przez drogą śmierć Twoją,

                                   Raczże mi odpuścić wszystkie grzechy moje.

                        Piotr święty po trzykroć, choć się zaparł Ciebie,

                        Przecież go mój Jezu przyjąłeś do siebie.

                                   Tylko nań wejrzałeś ,on krwawe łzy leje,

                                   Zaraz serce od żalu topnieje.

                        Maria Magdalena też wiele zgrzeszyła,

                        Przecież łaski Twojej, Jezu, dostąpiła.

                                   Skoro tu upadła pod Twe święte nogi,

                                   Grzechyś jej odpuścił zbawicielu drogi.

                        O Najświętsza Panno, ucieczko jedyna,

                        Przyczyń się za nami do Twojego Syna.

                                   Do zbawcy naszego Jezusa miłego,

                                   Ażeby nie karał człowieka grzesznego.

                        Ale by łaskawie przyjął nas do siebie,

                        Byśmy z nim na wieki królowali w niebie.

 

 

 

 

 

 

NA   CMENTARZU   MIESZKAĆ   BĘDĘ

 

                    Na cmentarzu mieszkać będę,

                                   A na chwilę tu pobędę,

                                   Aż Chrystus Pan każe trąbić,

                                   Gdy będzie chciał zmarłych wzbudzić.

                                               Już tu mieszkać i przebywać,

                                               A cichutko będę śpiewać,

                                               Pewien tego i bezpieczny,

                                               Że mi dano żywot wieczny.

                                   Krótki czas życia mojego.

                                   Nie poznałam świata tego,

                                   Wziął mnie Pan Bóg z tego świata,

                                   Bym w niebie używał lata.

                                               Tam kwitną róże z liliją,

                                               Tam niezwiędłe wianki wiją,

                                               Z barankiem się cieszyć mają,

                                               Bo bez grzechu umierają.

                                   Idę do mego Jezusa,

                                   W nim się cieszy moja dusza,

                                   Z ciałem moim rozwiązana,

                                   Do aniołów przyrównana.

                                               Przetoż nie płaczcie rodzice,

                                               I wy tam wszyscy przyjaciele,

                                               Śmierć z kosą jak w lecie kwiatki,

                                               Ścina starych i też dziatki.

                                   Dziękuję za piastowanie,

                                   Za urodę, za staranie,

                                   Otoczciecie torem niewinności,

                                   Toć jest droga do wieczności.

                                               Bracia, siostry i wy krewni,

                                               Bądźcie wszyscy tego pewni,

                                               Że przyjaciela waszego,

                                               Macie u tronu Bożego.

                                   Teraz się od was wybieram,

                                   Krótki mój żywot zawieram,

                                   Ciało w ziemi odpoczywa,

                                   Dusza wiernie w niebie śpiewa.

 

Nasze plany /Jezu ufam Tobie/

 

                        1. Nasze plany i nadzieje coś niweczy raz po raz

                               Tylko Boże Miłosierdzie nie zawodzi nigdy nas.

 

                               Ref.: Jezu ufam Tobie od dziecięcych lat

                               Jezu ufam Tobie choćby wątpił świat.

                               Strzeż mnie dobry Jezu jak własności swej

                               i w opiece czułej duszę moją miej.

 

                               2. Ufność w Miłosierdzie Boże zapewnienie daje nam,

                               że w godzinę naszej śmierci przyjdzie po nas Jezus sam.

 

                               Ref.: Jezu ufam Tobie...

 

                               3. W trudnych chwilach Twego życia

                               Nie rozpaczaj, nie roń łez

                               Ufność w Boże Miłosierdzie

                               troskom twym położy kres.

 

                               Ref.: Jezu ufam Tobie...

 

 

NIE   MASZ   NA   ŚWIECIE

 

                        Nie masz na świecie nic szczęśliwego

                                   Jak nad Jezusa Nazareńskiego.

                                   Kochać serdecznie z serca i duszy,

                                   Niech Cię staranie inne nie suszy.

 

                                               Wszystkie starania na Boga zdajmy,

                                               A jemu służmy, jego kochajmy.

                                               Boć to nam wszystkiem będzie przydane,

                                               Kiedy się dusza z ciałem rozstanie.

 

                                   Więcej nie weźmiem świata wysługi,

                                   Daj Jezu w czyśćcu wypłacić długi.

                                   Jedną koszulę z czterema deskami,

                                   Tak się rozstaję z przyjaciołami.

 

                                               Wszystko to zgnije wraz z tobą w ziemi,

                                               Wszak się tak stało już wiesz z drugiemi,

                                               Którzy tu z tobą żyjąc hulali,

                                               Światu jako Ty tak hołdowali.

 

                                   Tylko Jezusa Nazareńskiego

                                   Kochaj, ach kochaj, tęsknij do niego.

                                   Stoi za Ciebie Jezus związany,

                                   Abyś do piekła nie był skazany.

 

 

 

 

O JAK FAŁSZYWE WSZYSTKO

 

                              O jak fałszywe wszystko na tym nędznym świecie

                              Nie masz tu nic stałego, wszyscy o tym wiecie.

                  Świat wiele obiecuje, rozkosze cukruje

                  A na koniec każdemu ciemny grób gotuje.

                              I ja na sobie samym/ej/ dziś tego doznałem.

                              Oto z rodziną moją już się rozstałem.

                  Bóg to wszystko tak zrządził, mądrze rozporządził

                  I dotąd na świecie żyć tylko przysądził.

                              Żegnam cię/ma rodzino/ małżonku/o/ przejęta żałobą

                              Już z Boskiego rozkazu rozłączam się z Tobą.

                              Dziękuję Ci z miłego towarzystwa twego,

                              Gdy się już stąd wynoszę do kraju wiecznego.

Żegnam was dziatki moje, z wami się rozstawam,

Bogu was pod opiekę ojcowską oddawam.

                  Na ojca/matkę/ pamiętajcie, Jezusa błagajcie

                  I przykazania święte wiernie zachowajcie.

Żegnam was, krewni moi, przyjaciele,

Żyłem z wami w przyjaźni i zgodnie lat wiele.

                  Śmierć ten węzeł rozcięła, od wszystkich mnie wzięła,

                  Bo taka wola Boga Odwiecznego była.

Żegnam was sąsiedzi i was też sąsiadki,

Śmierć mnie nieubłagana zaskoczyła zdradki.

                  Dziękuję wam za szczerość, za wszelaką miłość,

Daj Boże byście wieczną osiągli szczęśliwość.

                        Żegnam Cię, zwierzchność moja, duchowna i świecka,

                        Żegnam Cię, mój pasterzu, ja twoja owieczka.

                        Dzięki za nauczanie i napominanie,

                        Oddajęć i za moje zbawienne staranie.

                                    Żegnam Cię praco moja, moje pomieszkanie,

                                    W którym mi było miłe z wami obcowanie.

                        Niech w nim święta swoboda panuje i zgoda,

                        A niech się w nim nie stanie żadna zła przygoda.

                                    Żegnam was wszystkich wespół, którzy tu stoicie,

                                    Ciało moje na cmentarz martwe prowadzicie.

 

                        Światu nie zaufajcie, na śmierć pamiętajcie,

                        Na wieczność pogladając, grzeszyć zaniechajcie.

                                    Jeślim kogo obraził/ła/, odpuście mi, proszę,

                                    Wszak ja już do Sędziego swój dekret odnoszę.

                        Ach mój Jezu kochany, wspomnij na Twe rany,

                        Niech mi każdy występek już będzie zamazany.

 

 

 

 

O   JAKŻE   NAM   ŚMIERĆ   DOWODZI

 

                        Otóż nam tu śmierć dowodzi,

                                   Jaka marność cały świat,

                                   A gdy każdy z niego schodzi,

                                   Jak żałosny jest to rozbrat!

                                               Choćby człowiek wszystko miał,

                                               Co by ktokolwiek tylko chciał,

                                               Wszystko mu to śmierć odbiera,

                                               Zdrowie, życie mu wydziera, zdrowie, życie mu wydziera.

                                   Tutaj w trumnie mamy ciało,

                                   Co dotąd ożywiał duch,

                                   Co przed kilku dniach miało

                                   W sobie życie, siłę, ruch;

                                               Już tu dzisiaj jako pień,

                                               Martwe, znikłe jako cień,

                                               Duch jak więzień wypuszczony,

                                               Już wyleciał w inne strony, już wyleciał w inne strony.

                                   Żono /mężu/ i krewni życzliwi,

                                   Nie trwóżcie się nade mną,

                                   Niech was Pan Bóg uszczęśliwi,

                                   Tą mocą i łaską swą;

                                               Naśladujcie świętych cnót,

                                               Bo ja tylko idę wprzód,

                                               A za mną także przyjdziecie,

                                               Ale kiedy, to nie wiecie, ale kiedy, to nie wiecie.

                                   Dzieci, które mnie kochacie,

                                   Wiem, że mnie żałujecie,

                                   Ojca swego/matki waszej/ już nie macie,

                                   Bóg go powołał do siebie.

                                               Któż wam otrze z oczu łzy,

                                               Któż was w przykrościach pocieszy,

                                               Któż pomoże i w potrzebie,

                                               Ach, jest ojciec dobry w niebie, ach, jest ojciec dobry w niebie.

                                   Ten to ojciec, który ptakom

                                   Daje pokarm, żywi je,

                                   Daje pokarm i robakom,

                                   Ten o was sierotach wie.

                                               Ten was kocha, o was dba,

                                               I uciski wasze zna,

                                               Tego ojca wy kochajcie,

                                               W nim nadzieje pokładajcie.

                                   Dziatki, jeszcze o to proszę,

                                   Miłujcie się w każdy czas,

                                   Niech tę radość w grób odnoszę:

                                   Że w zgodzie opuszczam was.

                                               Pochodzicie z jednej krwi,

                                               Każde tegoż Boga czci,

                                               Jednem sercem wychowani

                                               I pod jednem piastowani i pod jednem piastowani.

                                   Ach, mój Boże miłosierny,

                                   Tyś nam Twoje słowo dał,

                                   Że Twój każdy sługa wierny

                                   Miejsce z tobą będzie miał.

                                               Dajże, dobry Panie, daj,

                                               W nijść w rozkoszy wieczny raj,

                                               Niech mi się najsłodszy Panie,

                                               Według słowa Twego stanie, według słowa Twego stanie.

                                   A my ludzie skazitelni,

                                   Niech nas uczy ten to trup,

                                   Żeśmy grzeszni i śmiertelni,

                                   Że nam oczy staną w słup.

                                               Że nas czeka równy los,

                                               Że nam zabrzmi w uszach głos,

                                               „Idź przed tron Boga Sędziwego,

                                               Zdaj rachunek z życia swego”.

 

 

 

 

 

 

O JEZU MÓJ DROGI

                                               Melodia „Dobranoc sąsiedzie/

 

O, Jezu mój drogi, Tyś jest źródłem łask,
Po świecie rozsiewasz miłosierdzia blask.
Twe Serce zranione blaskiem słońca lśni.
Za miłość Twą wielką dziękujemy Ci. Tyś przyszedł na ziemię w betlejemską noc,

By duszom wątpiącym wlewać łaski moc.

By miłość nieść światu niby kwiatów woń,

By brat podał bratu przyjacielską dłoń.

 

W ostatnią wieczerzę nogi myłeś nam,

Za chwilę w Ogrójcu pozostałeś sam.

O przebacz mi Jezu, że zdradziłem Cię,

Ze łzami dziś proszę, chcę nawrócić się.

 

Chcę drogą krzyżową z Tobą kroczyć wraz,

I stanąć pod krzyżem, bo już przyszedł czas.

By krew Twa najświętsza zmyła grzechy me,

Więc okaż mi Jezu miłosierdzie Twe.

 

Stajemy przed Tobą, Boski Władco dusz,

Zachowaj w nas wiarę wśród życiowych burz.

Zaprowadź nas, Jezu, poprzez śmierci próg,

Tam, gdzie na nas czeka miłosierny Bóg.

 

A gdy nam przypadnie w niebie szczęścia los,

Popłynie w niebiosach dźwięcznej pieśni głos.

I Matka Najświętsza tam powita nas,

Po życia cierpieniach przyjdzie szczęścia czas.

 

 

O   MIŁOSIERNY   BOŻE

 

       Ile razy pierś odetchnie, ile razy serce drgnie,

            Tysiąc razy więcej Jezu wielbię miłosierdzie Twe.

 

                        Miłosierdzie Twe Jezu poprzez wieki wciąż trwa,

                        Miłosierdzie Twe Jezu ukojenie nam da,

                        Bo gdy smutek nas trapi i na duszy tak źle,

                        Miłosierne Twe serce łask promienie nam śle.

 

            Pragnę w miłosierdzie Twoje przeobrazić się, nim żyć,

I dla smutnych, pokrzywdzonych Twym odbiciem żywym być.

 

            Miłosierdzie Twe Jezu poprzez wieki

 

Spraw, by wszystkie moje myśli, każde słowo, każdy czyn,

Były zawsze miłosierne wobec ludzkich wad i win.

            Miłosierdzie Twe Jezu poprzez wieki…

 

O   NAJŚWIĘTSZA   TWARZY

 

                O Najświętsza Twarzy mego Pana

                        Przed Tobą padamy na kolana.

                                   Ta Twarz, gdy nas sądzić będzie,

                                   Postawże ją Jezu, w pierwszym rzędzie.

                        Aniołowie pokłon Ci oddają,

                        Gdy przed Twarzą Twoją upadają.                  Ta Twarz

                        Najświętsza Maria pokłon dała,

                        Gdy po narodzeniu twarz Twoją ujrzała.          Ta Twarz…

                        Pasterze i królowie pokłon dali,

                        Kiedy twarz Jezusa oglądali.                            Ta Twarz…

                        Na górze Tabor, gdy się przemienił,

                        Nad słońce jaśniejszą twarz uczynił.                 Ta twarz

                        Mojżesz i Eliasz się stawili,

                        Twarz Pana Jezusa uwielbili.                            Ta Twarz

                        Piotr i Jakub z Janem na twarz padali,

                        Przed Twarzą Jezusa krzyżem padli.                Ta Twarz

                        Twarz tę Judasz zdrajca pocałował,

                        Zdradzieckim sposobem Pana wydał.  Ta Twarz…

                        Gdy w Ogrójcu Pana pojmali,

                        Sto dwa raz twarz policzkowali.                      Ta Twarz…

                        Do Annasza, gdy był przywiedziony,

                        Z całej mocy w twarz był uderzony.                 Ta Twarz…

                        Żyły w twarzy Pańskiej się ruszyły,

                        I z krwią przenajświętszą wytrysnęły.   Ta Twarz…

                        Zatem miły Jezus padł na ziemię,

                        Zadrżało od strach niebios plemię.                   Ta Twarz…

                        Aniołowie wszyscy zapłakani,

                        Gdy taki policzek oglądali.                               Ta Twarz…

                        O ty, ziemio, czemuż taka twarda,

                        Żeś żywcem Malchusa mi połknęła.                 Ta Twarz…

                        Pioruny i grady, gdzieście były,

                        Żeście wy Malchusa nie zabiły.            Ta Twarz…

                        Słońce jasne, czemuś nie zaświeciło,

                        I żeś złego sługę nie zapaliło.                            Ta Twarz…

                        A po długiej chwili w ziemię powstał,

                        Złośliwemu słudze tak powiedział.                    Ta Twarz…

                        Jeżelim źle wyrzekł, to daj znamię,

                        A ja jestem gotów na karanie.              Ta Twarz…

                        Moją twarz niewinną czemu bijesz,

                        I tej twarzy nędzniku tylko żyjesz?                   Ta Twarz…

                        Na tę twarz jego wszyscy pluwali,

                        Twarz Pana Jezusa policzkowali.                     Ta Twarz…

                        U Kajfasza tę twarz zasłonili,

                        Najplugawszą szmatę zawiązali.                       Ta Twarz…

                        Bo na sądzie będą się wstydzili,

                        Którzy na twarz Pana Jezusa bili.                     Ta Twarz…

                        Weronika święta drogę zabiegała,

                        Pana Jezusa twarz ocierała.                             Ta Twarz…

                        Ta twarz Jezusowa jaka była,

                        Ta się na czuwaniu wyraziła.                            Ta Twarz…

                        Żeby nam na sądzie twarz darował,

                        Gdy nas Jezus będzie dekretował.                   Ta Twarz…

                        Maryja, gdy ciało piastowała,

                        Tę twarz Jezusową oglądała.                           Ta Twarz…

                        Ty zęby wybite i kochane,

                        Przenajświętsze skronie są przerwane. Ta Twarz…

                        Magdalena, kiedy się spotkała,

                        To do nóg upadła i całowała.                           Ta Twarz…

                        Szczepan święty patrzał także na nie,

                        Kiedy do kamienia miał kazanie.                      Ta Twarz…

 

 

                        OGROMNY   GŁOSIE

 

             Ogromny głosie, smutna nuta jego,

                        Który wynika z ognia czyśćcowego.

                        Tak dusze smutne w czyśćcu narzekają,

                        Które zostają.

                                   Bo kiedy więźnie zakładki oddadzą,

                                   Czeka rychło, jeść albo pić podadzą.

                                   Tak dusze w czyśćcu pragną posilenia

                                   I wybawienia.

                        Bo każdy człowiek, co się na świat rodzi,

                        Umierać musi, a dusza odchodzi.

                        Nikt o tym nie wie, gdzie się obróciła

                        I gdzie trafiła.

                                   Daleki to kraj, trudno o nim wiedzieć,

                                   Żaden nie przyjdzie stamtąd nic powiedzieć.

                                   Ani na pocztę listów nie podają,

                                   Jak się tam mają.

                        Bo ci, którzy tu na tym świecie żyli

                        I tak straszliwy termin odprawili.

                        Jednak im droga przez czyściec do nieba,

                        Ratunku potrzeba.

                                   Możni panowie, książęta, królowie,

                                   Odkupiliby życie swojej głowie,

                                   A przecież każdy z nich umierać musi,

                                   Śmierć go zadusi.

                        Skarby te wielkie wszystkie tu zostaną,

                        Komu innemu w ręce się dostaną.

                        Nic tam nie weźmie dusza w drogę sobie,

                        I ciało położone będzie w grobie.

                                   Więc ciało wkrótce w ziemię się obróci,

                                   A dusza w czyśćcu taką piosnkę nuci.

                                   Ach, podajcież mi szczodrobliwej ręki

                                   Wybawcież mnie z tak okrutnej męki.

 

                        Bo co mnie dzisiaj, to wam będzie potem,

                        Nie wykupisz się srebrem ani złotem.

                        Wszystko nie twoje, gdy śmierć zajrzy w oczy,

                        Czy w dzień czy w nocy.

                                   Czasu pewnego nie powie nikomu,

                                   Ani we dworze, ani też w prostym domu.

                                   Idzie przez warty, choć i żołnierz stoi,

                                   Nic się nie boi.

                        Idzie bezpiecznie na pańskie pałace,

                        Ni drzwi otwiera, ani też kołacze.

                        Nie bawi smutku i wielkiej żałości,

                        Gdzie ona gości.

                                   I doktor nie da zdrowia już nikomu,

                                   Ani przedłużyć dłużej czasu więcej nikomu.

                                   Śmierć przeznaczona od Boga każdemu

                                   Tak ubogiemu, jak i biednemu.

                        Nikt się od śmierci odkupić nie może,

                        Boś sam na krzyżu umarł mocny Boże.

                        W mękach okrutnych umarłeś dlatego,

                        By zbawić człowieka grzesznego.

                                   Więc rozmyślajmy mękę Pana tego,

                                   I wychwalajmy święte imię Jego.

                                   Z Ojcem i Synem i Duchem społecznie,

                                   Na wieki wiecznie.

                        Boże łaskawy i Panie nad Pany,

                        Prosimy Ciebie przez Twe święte rany.

                        Daj duszom zmarłym odpoczynek wieczny,

                        W niebie bezpieczny.

 

OSTATNI   DZWON

            

Ostatni dzwon, ostatni dzwon,

                        Jak wiele dusz obudził on.

                        Gdy przyjaciele żegnałem Was,

                        Słyszałem dzwon ostatni raz.

                                   Nie żyją już radosne dni,

                                   Choć pamięć ich tak świeża tkwi.

                                   I wiele, ach, nie żyje już

                                   Wesołych tych młodzieńczych róż.

                        Podobny mnie też czeka los,

                        Żałobna pieśń i smutku głos.

                        W dolinie wiatr rozniesie wzdłuż

                        I śladu zeń nie będzie już.

                                   Ostatni dzwon, ostatni dzwon,

                                   Jak wiele dusz pobudza.

                                    A tak nie ja, lecz będzie on,

                                   Opiewać ten ostatni dzwon.

                        A gdy zasnąłem tym twardym snem,

                        Nie zbudzi dzwon ni jego hymn.

                        Bo dusza ta opuszcza was,

                        Nie zbudzi dzwon ostatni raz.

                                   Ostatni raz żałobny ton,

                                   Przy pożegnaniu w rozstaniu on.

                                   W trumnie na cmentarzu prowadzi on,

                                   W dolinie ciszy, gdzie wieczny dom.

 

 

 

 

 

 

OSTATNI DZWON
Ostatni dzwon, ostatni dzwon...
Jak wiele Dusz obudza on.
O błogich dniach, o miejscach tych,
Gdziem ujrzał świat, dom ojców mych.Najmilsi tam, żegnają Was,
Słyszałem dzwon ostatni raz.
Nie ujrzę ja, tych błogich dni,
Choć pamięć ma wciąż o nich śni.
Nie ujrzę ja, nie ujrzę już,
Tych błogich dni, kwiatów i zórz.I żaden ich nie zbudzi ton,
Nie zbudzi ich ostatni dzwon.Podobny czeka i mnie los,
Żałobną pieśń i smutku głos.
W dolinie wiatr rozniesie wzdłuż,
I przyjdzie Pan, wieszcz innych już...
I już nie ja, lecz będzie On,
Opiewał w snach ostatni dzwon...

 

PAŁAC

 

Ja nie narzekam, chociaż wiele tu nie mam,

Izdebkę małą i więcej nic.

Ale w wieczności, w tej ojczyźnie niebieskiej,

Będę miał pałac, co złotem lśni.

 

Ref. Tak, ja mam pałac, tam ponad górami,

W tym jasnym kraju,

Gdzie młodość wciąż trwa.

Gdzie łzy nie płyną,

Wszystkie smutki przeminą,

Tam mi mój zbawca koronę da.

 

Choć tutaj ciężko, zmęczony znękany.

I tak jak prorok, pod głową mam głaz.

Ja się nie martwię, bo w niebie dostanę

Swój własny pałac na wieczny czas.

 

Ref. Tak, ja mam pałac, tam ponad górami,

W tym jasnym kraju,

Gdzie młodość wciąż trwa.

Gdzie łzy nie płyną,

Wszystkie smutki przeminą,

Tam mi mój zbawca koronę da.

 

Więc mi nie współczuj,

Choć wydaję się biedny,

Ja pielgrzymuję do górnych stron,

Ja szukam miasta ze złotymi bramami,

Tam ja dostanę koronę i dom.

Ref. Tak, ja mam pałac, tam ponad górami,

W tym jasnym kraju,

Gdzie młodość wciąż trwa.

Gdzie łzy nie płyną,

Wszystkie smutki przeminą,

Tam mi mój zbawca koronę da.

 

 

PAMIĘTAJ   CZŁOWIECZE

                        Pamiętaj człowiecze na Jezusa

                                   Jak drogo kupiona twoja dusza.

                                               Ach Jezu mój, ach Jezu mój,

                                               Gdy będę w ciężkościach, sam przy mnie stój.

                                               Przez Twe rany i boleści,

                                               Racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   Pamiętaj człowiecze gdym w Ogrójcu

                                   Modliłem się za Ciebie memu ojcu.      Ach Jezu mój….

                                  

Pamiętaj człowiecze, gdy w łańcuchy

                                   Związali me ciało jak złe duchy.           Ach Jezu mój

                                  

Kiedy mnie z Ogrójca prowadzili,

                                   Jak szaleni w rzekę mnie wrzucili.         Ach Jezu mój

 

                                   Wiedli mnie do sądu aż do miasta,

                                   Szarpała i tłukła mnie hałastra.  Ach Jezu mój

 

                                   Kiedy mi już na śmierć dekret dali,

                                   Wtrącili w piwnicę, bić kazali.  Ach Jezu mój…

 

                                   Gdybyś ty człowiecze o tym wiedział,

                                   Ilem ja za ciebie biczów zebrał.            Ach Jezu mój

 

                                   Pamiętaj człowiecze na me rany,

                                   Jak straszniem za ciebie katowany.      Ach Jezu mój

 

Pamiętaj człowiecze na koronę,

                                   Ilem ja ucierpiał w każdą stronę.          Ach Jezu mój,

 

                                   Pamiętaj człowiecze, gdym krzyż nosił,

                                   Ilem ja za tobą ojca prosił.                   Ach Jezu mój…

 

                                   Kiedy mnie już na krzyża przybijali,

                                   Żółcią mnie poili, obrażali.                    Ach Jezu mój

 

                                   Pamiętaj człowiecze, gdym już wisiał

                                   W okrutnych boleściach ducha oddał.  Ach Jezu mój…

 

                                   Gdy będziemy konać, mój Jezusie,

                                   Przybądź wraz z Maryją po mą duszę. Ach Jezu mój

 

 

 

PAMIĘTAJ CZŁOWIECZE NA JEZUSA

                   Pamiętaj człowiecze na Jezusa,

                        jak droga kupiona twoja dusza.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Pamiętaj człowiecze, gdy w Ogrójcu modliłem się za cię memu Ojcu.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Ach Jezus mój, mój kochany, jakżeś był okrutnie biczowany.

                        Pamiętaj człowiecze, gdy w łańcuchy

                        krępują me ciało jak złe duchy.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Kiedy mnie w Ogrójcu prowadzili,

                        Wrzucili mnie w rzekę jako wściekli.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Wiodą mnie już na sąd, aż do miasta,

                        szarpie mnie i tłucze ta hałastra.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Kiedy mi już na śmierć dekret dali,

                        rzucili mnie w więzienie, bić kazali.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Gdybyś ty człowiecze to wiedzieć miał,

                        wielem ja w więzieniu za ciebie cierpiał.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Pamiętaj człowiecze na me rany,

                        wielem ja dla ciebie skatowany.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Pamiętaj człowiecze na koronę,

                        wielem ja ucierpiał w każdą stronę.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Pamiętaj człowiecze, gdym krzyż nosił,

                        wielem ja ciebie ojca prosił.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Kiedy mnie już na krzyż przybijali,

                        żółcią mnie poili, będąc nagi.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Pamiętaj człowiecze, gdym już wisiał,

                        W wielkich boleściach ducham oddał.

                                   Ach Jezus mój, ach Jezus mój, gdy będę w ciężkościach,

                                   sam przy mnie stój.

                                   Przez Twe rany i boleści, racz zostać z Maryją przy mej śmierci.

                                   A kiedy mnie będziesz sądził,

                                   ratuj duszę moją, bym nie zbłądził.

                        Gdy będziemy konać mój Jezusie,

                        przyjdź że Ty z Maryją po mą duszę.

                                   O Maryja, o Maryja, za duszę ….. błagaj Syna,

                                   błagaj Sędziego Jezusa, niech będzie zbawiona …. dusza.

 

                        PAMIĘTAJ CZŁOWIECZE, JAK ŻYJESZ NA ŚWIECIE

Pamiętaj człowiecze, jak żyjesz na świecie,

Nie bądź tak zuchwały, pyszny i wspaniały

                                   W swej myśli.

Otwórz swoje oczy, spojrzyj co się toczy,

W tym mizernym świecie, śmierć prędko zagniecie

                                   Każdego.

Nie cierpi królowi, ani papieżowi,

Bierze książęta, biskupy, panięta

                                   Do grobu.

I hetman z boju prowadzi do gnoju,

Wydarłszy budał, podrzuci pod ławę

                                   W pościele.

Ani sług gromady, ani mądre rady

Warta ni żołnierze, ni mężni rycerze

                                   Obronią.

Na gwałtowne strzały na mury, nawały,

Śmiało i na działa by sama zachciała

                                   Śmierć idzie.

Junaka, bitnego i strzelca pewnego

Prędzej śmierć uchodzi, swą kosą dogodzi

                                   Niż strzelbą.

I ich mości panów, że wszech ludzi stanów,

Sędziego z krawczykiem, żołnierza z szewczykiem

                                   Śmierć zrówna.

Studenta od teki oderwie na wieki

I mądry Jedog i bystry astrolog

                                   Zamilknie.

Za nie u niej doktor, za nie pieniędzy wór,

Za nic lisia suta śmiertelna to zguba

                                   Zagrzebie.

Nie ryglaj prawniku, nie wygrasz muzyki

I za tem prawnika i dubą muzyka

                                   Śmierć bierze.

Sękarze, karczmarze, kupują lichwarze,

W ślady te za nią idą jak za Panią

                                   Choć nie chcą.

I panieneczki małe w strojach okazałe,

I wdowa z tej chaty śmierć idzie w zaloty

                                   Nic miła.

I maleńkie dziatki wyrywa jak kwiatki,

Potem i samego młodzieńca miłego

                                   Śmierć bierze.

Ubodzy kmiotkowie, tak też parobkowie,

Chociaż jej nie hardzi śmierć jednak nie gardzi

                                   I nimi.

Jezusie, nasz Panie, jedynie kochanie,

Daj w sobie smakować, śmierci nie hołdować Na wieki.

 

 

PIEŚŃ   DO   PANA   JEZUSA

 

Dla Jezusa pragnę umrzeć,

                        Dla Jezusa ja żyję,

                        On mi się jeden spodobał,

                        Dla niego wieniec wiję.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino,

                                   Ja już idę do grobu,

                                   Bo chcę mieszkać u Jezusa

                                   I służyć memu Bogu.

                        Niech mi powie ojciec z matką,

                        Co mi świat dał dobrego,

                        Jeśli opuszczę Jezusa,

                        A udam się do niego.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

                        Już opuszczam ojca, matkę,

                        A idę do Jezusa,

                        Bo mi się tak słodko robi,

                        Aż się raduje dusza.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino

                        Bo mi się tak smutno robi,

                        Że na świecie nie ma nic,

                        A ja pragnę żyć z Jezusem,

                        I dla Jezusa umrzeć.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino

                        Oto miejsce utajenia,

                        Gdzie Pan Jezus wzywa mnie,

                        Oto zbliża się godzina,

                        W której co dzień schodzim się.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

                        Co to znaczy, Pana nie ma,

                        Pewnie tylko ukrył się,

                        Próżno szukać go oczyma,

                        Pana nie ma, nie ma, nie ma.

                                   Zostań z bogiem ma rodzino

                        Cicho, cicho, ja już idę,

                        By pocieszyć serce Twe,

                        Cicho, cicho, ja już idę,

                        Gdy zaufasz tylko mnie.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino,

                                   Ja już idę do grobu,

                                   Bo chcę mieszkać u Jezusa

                                   I służyć memu Bogu.

                        Trudy byłą nadaremne,

                        Już się zbliża szczęścia czas,

                        Serca nasze są niezmienne,

                        Już nikt nie rozłączy nas.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

                        Płacz na ziemi, bo tam w niebie

                        Nie ma bólu, nie ma łez,

                        Tam Pan Jezus przyjmie Ciebie,

                        Tam, gdzie wieczna radość brzmi.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

                        Płacz na ziemi, bo łzy twoje

                        Anioł Boży zbierze w dłoń,

                        Tam po śmierci kwiatów zwoje,

                        Pan otoczy twoją skroń.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

                        Płacz na ziemi, płacz cichutko,

                        Niech cię słyszy tylko Bóg,

                        On przy tobie tak bliziutko,

                        Łzy swe składaj mu do nóg.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

                        Płacz na ziemi, bo na świecie,

                        Płakał Oblubieniec twój.

                        Tyś Bolesnej Matki dziecię,

                        Wiec pod krzyżem z Marią stój.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

Płacz na ziemi, bo gdy skończysz,       

                        Tej pielgrzymki krótki czas,

                        Tam, w krainie wiekuistej,

                        Wieczne szczęście złączy nas.

                                   Zostań z Bogiem ma rodzino…

 

 

 

 

 

 

Podaruj, podaruj mi Panie

 

                        1. Panie popatrz codziennie mylę drogi,

                               Trzymam w ręku mój kamień by nim rzucić,

                               I nie rzucam, bo grzech mój przypomniałeś,

                               I uciekam choć lepiej było wrócić.

 

                               Ref.:

                               Podaruj, podaruj mi Panie

                               Słowa które darowałeś Magdalenie

                               Podaruj, podaruj mi Panie

                               Tylko jedno, tylko twoje przebaczenie.

 

                               2. Ona jedna wzgardzona Magdalena,

                               W swojej prawdzie przed tobą Panie stała

                               Ona jedna przez wszystkich potępiona,

                               Dar największy od Ciebie otrzymała.

 

                               Ref.: Podaruj, podaruj mi Panie…

                              

                               3. Panie popatrz dziś zginam swe kolana

                               By wyznać przed Tobą moje grzechy

                               I wyciągam do Ciebie moje dłonie

                               Ty nie pozwól by puste pozostały.

 

                               Ref. Podaruj, podaruj mi Panie…

 

POGRZEBMYŻ TO CIAŁO W GROBIE

 

1.  Pogrzebmyż to ciało w grobie, - Niechaj tu spoczywa sobie;
     Albowiem z ziemi  stworzone - w ziemię będzie obrócone.
2.  A lubo się w proch obróci, - Znowu mu Bóg życie wróci;
     Ciało nasze skazitelne - Z martwych wstanie nieśmiertelne.
3.  W niem staniemy przed Sędziego, - Usłyszym dekret z ust Jego;
     Z niem pójdziemy na zbawienie, - Lub na wieczne potępienie.
4.  Co teraz tu zasiejemy, - To tam żniwować będziemy;
     Szczęśliwy kto kocha Boga, - Nie potka go żadna trwoga.
5.  Kto żyje w Boskiej bojaźni, - Z ludźmi w braterskiej przyjaźni.
     Ten w łasce Boskiej umiera - A śmierć mu niebo otwiera.
6.  Lecz, co o Bogu nie dbając, - Ani bliźnich nie kochając,
     Gwałcą Boskie przykazanie, - Tych ciężkie czeka skonanie.
7.  Bo się sumienie ich sroży, - Sądem i wiecznością trwoży,
     A kończąc życie doczesne, - idą ztąd na męki wieczne.
8.  My stojący przy tym grobie, - Uważmyż to dobrze sobie:
     Że każdy legnie na mary, - Tak młody jako i stary.
9.  Możny i ubogi równy, - Nikt od śmierci niewymówny.
     Któż wie, na kim kolej stoi? - Przetoż niech się każdy boi.
10. Każdy trup to głośno mówi: - "I wy też bądźcie gotowi,
     Bo ani się spodziejecie, - Kiedy do grobu wpadniecie."
11. "Byłem tem, czem wy jesteście, - Jestem czem i wy będziecie;
     Śmierć o niepewnej godzinie - Około was się zawinie."
12.  "Z tych ogrzysków i z tych kości - Uznajcie świata marności;
     Nie znać tu, kto miał wygody, - Lub kto był cudnej urody."
13. Nie topmyż serca w marności, - Lecz ćwiczmy się w pobożności;
     Bo do wiecznego żywota - Tylko nas wprowadzi cnota!
14. Tę więc naukę dla siebie - Zabierzmy przy tym pogrzebie:
     Że ten przy śmierci szczęśliwy, - Kto wiedzie żywot cnotliwy.
15. Gdy się do domu wracamy, - Z tobą się bracie! (siostro!) żegnamy:
     Niech twa dusza tam osiędzie, - Gdzie śmierci więcej nie będzie:
     A po pracy i żałości - Odpocznij w wiecznej radości.

 

 

POGRZEBMY TO CIAŁO W GROBIE

 

Pogrzebmy to ciało w grobie

Niechaj tu spoczywa sobie

Albowiem z ziemi stworzone

W ziemię będzie obrócone.

                        A lubo się w proch obróci

                        Znowu mu Bóg życie wróci

                        Ciało nasze skazitelne

                        Zmartwychwstanie nieśmiertelne.

W niem staniemy przed sędziego

Usłyszałem dekret z ust jego

I pójdziemy na zbawienie,

Lub na wieczne potępienie.

Co teraz tu zasiejemy

To tam żniwować będziemy.

Szczęśliwy kto kocha Boga

Nie spotka go żadna trwoga.

                        Kto żyje w Boskiej bojaźni

                        Z ludźmi w braterskiej przyjaźni

                        Ten w łasce boskiej umiera

                        A śmierć mu niebo otwiera.

                                   Ci co na Boga nie dbają

                                   Ani bliźnich nie kochają

                                   Gwałcą boskie przykazania

                                   Tych czeka wieczne karanie.

                        Bo się sumienie ich sroży

                        Sądem i wiecznością trwoży

                        A kończąc życie doczesne

                        Idą stąd na męki wieczne.

                                   My stojący przy tym grobie

                                   Uważmyż to dobrze sobie

                                   Że każdy legnie na mary

                                   Tak młody jako i stary.

                        Mówmy, ubogi i równy,

                        Nikt do śmierci niewymowny,

                        Któż wie na kim kolej stoi,

                        Przetoż niech się każdy boi.

                                   Każdy trup to głośno mówi

                                   I wy też bądźcie gotowi

                                   Bo ani się spodziewacie

                                   Bo każdy do grobu wpadnie.

                        Byłem tym, czem wy na świecie

                        Jestem czym i wy będziecie

                        Śmierć o niepewnej godzinie

                        Około was się zawinie.

                                   Z tych popiołów i z tych kości

                                   Uznajcie świata marności

                                   Nie znać tu, kto miał wygody

                                   Lub kto był cudnej urody.

                        Nie topmyż serca w marności

                        Lecz ćwiczmyż się w pobożności,

                        Bo do wiecznego żywota

                        Tylko nas wprowadzi cnota.

                                   A więc naukę dla siebie

                                   Zabierzmy przy tym pogrzebie

                                   Że ten przy śmierci szczęśliwy,

                                   Kto wiedzie żywot cnotliwy.

                        Gdy już do domu wracamy,

                        Z tobą się siostro/bracie/ żegnamy.

                        Niech twa dusza osiądzie,

                        Gdzie śmierci więcej nie będzie.

                                   A po pracy w doczesności

                                   Odpocznij w wiecznej radości.

 

POKŁADAM   W   PANU   UFNOŚĆ   MĄ

                  

Pokładam w Panu ufność mą

                                   zawsze ufam Jego słowu.

                                   Z głębokości wznoszę głos do Ciebie:

                                   racz wysłuchać, Panie prośby mej.

                        Nakłoń ku mnie ucho Twe łaskawie,

                        usłysz modły i błagania.

                                   Jeśli grzechów nie zapomnisz Panie,

                                   któż przed gniewem Twym ostoi się?

                                   Lecz ufamy, że przebaczysz winy,

                                   byśmy kornie Ci służyli.

                        Całą ufność mą pokładam w Panu,

                        dusza moja ufa Jego słowu.

                        Tęskniej czeka dusza moja Pana,

                        niż jutrzenki nocne straże.

                                   Tęskniej, niż jutrzenki nocne straże,

                                   niechaj Pana czeka Boży lud

                                   Bo u Pana znajdzie zmiłowanie

                                   i obfite odkupienie.

 

PRZEZ   CZYŚĆCOWE   UPALENIA

 

                        Przez czyśćcowe upalenia,

                                   Którzy gładzą przewinienia

                                   Łzy lejąc bez pocieszenia,

                                   Żebrząc Twego użalenia.                     O Maryjo!

                                               Tyś jest źródło grzech czyszczące,

                                               Wszystkim zdrowie przynoszące,

                                               Posilaj umierające,

                                               Ratuj męki ponoszące. O Maryjo!

                                   Ku tobie ręce wyciągają,

                                   W Tobie ufność pokładają.

                                   Niech twarz macierzyńską znają,

                                   Niechaj niebo przez cię mają.              O Maryjo!

                                               Tyś do nieba klucz zrządzony,

                                               Wie to więzień utrapiony,

                                               Pragnie przez cię być puszczony

                                               Z bram więzienia w nieba strony.         O Maryjo!

                                   Sprawiedliwych oświecenie,

                                   A dusz grzesznych podźwignienie,

                                   Niech przez twoje przyczynienie,

                                   Gasną czyśćcowe płomienie.    O Maryjo!

                                               Twe zasługi, Twe przyczyny,

                                               Popłaciwszy grzechów winy,

                                               Niech wprowadzą ludzkie syny

                                               Z mąk do niebieskiej krainy.    O Maryjo!

 

SPUŚĆ   Z   RAN   TWYCH   KROPLE

 

               Spuść z ran Twych krople Jezu Chryste Panie,

                        Nieprzyjaciołom daj upamiętanie,

                        Bo z nich jak kto chce, tak mnie cenzuruje,

                        To ja za szczęście sobie poczytuję, sobie poczytuję.

 

                        Wszak większe dla nas Chrystus cierpiał rany,

                        Był zbity, skłuty i spoliczkowany,

                        Powtórnie Jemu rany odnawiamy,

                        Kiedy niesłusznie kogo obmawiamy, kogo obmawiamy.

 

                        Z ran Twoich ludziom płyną krople dary,

                        Wyznać to winien bez końca, bez miary,

Ja też polecam w okup Twój mą duszę,

Za której zmazę co dzień płakać muszę, co dzień płakać muszę

 

                                   Kogo Bóg kocha, krzyżyki mu daje,

                                   Ten, kto je znosi, szczęśliwym zostaje.

                                   Mocno w to wierzyć człowiekowi trzeba,

Że bez krzyżyków nie pójdzie do nieba, nie pójdzie do nieba.

 

                        I któż w nieszczęściu mnie ratować może,

                        Chyba Twa łaska, o mój wieczny Boże.

                        Choć mnie w nieszczęściu każdy odstępuje,

Nie gdy Twa łaska mną się opiekuje, mną się opiekuje.

 

                                   Boże, mój Boże, litościwy Panie,

                                   Ach, za me grzechy płakać łez nie stanie.

                                   Daj mi tę łaskę, bym tu pokutował

I za me grzechy serdecznie żałował, serdecznie żałował.

Stary Krzyż

                                     Tam na wzgórzu wśród skał,

                                              Stary krzyż ongiś stał,

                                              Symbol hańby, cierpienia i mąk.

                                              Lecz ja kocham ten krzyż,

                                              Gdzie mój Zbawca i Mistrz,

                                              Swym oprawcom oddał się do rąk.

 

                                              Ref.: O jak cenię ja stary ten krzyż,

                                              W nim ratunek ludzkości jest dan,

                                              Lgnę do niego a w niebie ten krzyż

                                              Na koronę zamieni mi Pan.

 

                                              2. Ale stary ten krzyż,

                                              Tak wzgardzony przez świat,

                                              Swą ofiarą pociągnął mnie wzwyż.

                                              To mój Zbawca i Pan,

                                              Zstąpił z nieba tu sam,

                                              Aby nieść na Golgotę ten krzyż.

 

                                              3. Krwią zbroczony ten krzyż,

                                              Lecz pomimo to w nim,

                                              Dziwne piękno wśród ran krwawych lśni.

                                              Bo na krzyżu tym Pan,

                                              Cierpiał męki i zmarł

                                              Aby wieczne zbawienie dać mi.

 

SZCZĘŚLIWY,   KTO   SOBIE PATRONA

                                                                                     /Wersja poprawna

                            Szczęśliwy, kto sobie Patrona

Józefa ma za opiekuna

                                   Niechaj się nikogo nie boi,

                                   Gdy Święty Józef przy nim stoi, nie zginie.

                                               Idźcie precz, marności światowe.

                                               boście wy do zguby gotowe

                                               Już ja mam nad cukier słodszego

Józefa opiekuna mego, przy sobie.

                                   Ustąpcie szatańskie najazdy

                                   Przyzna to ze mną człowiek każdy,

                                   Choćby i samo powstało,

                                   Piekło się nam nie zbuntowało, nie zginę.

                                               Gdy mi jest Józef ulubiony,

                                               obrońca od każdej złej strony,

                                               On ci mnie ze swojej opieki

                                               Nie spuści i zginąć na wieki, nie mogę.

                                    Przeto Cię upraszam serdecznie,

                                   Józefie święty, bym bezpiecznie,

                                   Mógł mieć zgon i lekkie skonanie,

                                   i grzechów moich skasowanie przy śmierci.

                                               Gdy mi zaś przyjdzie przed Sędziego

                                               stawić się wielce straszliwego,

                                               bądźże mi, Józefie przy sądzie,

                                               kiedy mnie sądzić Bóg zasiędzie, patronem.

                                   Odpędzaj przecz instygatora,

                                   duszy mej spraw akuzatora,

                                   kiedy mnie skarżyć, prześladować,

                                   będzie chciał, chciejże mnie ratować, o Święty.

                                               Józefie oddal czarta złego,

                                               Boga na mnie zagniewanego,

                                               przejednaj, o co cię serdecznie

                                               upraszam, bym mógł z tobą wiecznie królować.  

TRÓJCA   BÓG   OJCIEC

 

                Trójca: Bóg Ojciec, Bóg Syn, Bóg Duch Święty,

                        W Trójcy Bóg jeden nigdy nie pojęty.

                        Bóg Ojciec przed wiek z siebie syna rodzi,

                        Bóg duch od Ojca i Syna pochodzi.

                                   Syn Boży stał się człowiekiem dla Ciebie,

                                   Wziął duszę, ciało, abyś ty był w niebie.

                                   Począł się z Ducha Świętego bez męża,

                                   Zrodziła Panna starłszy głowę węża.

                        Trzydzieści trzy lata żył na świecie z nami,

                        Okrutnie na krzyż przybity gwoździami.

                        Umarł, pogrzebion i do piekieł zstąpił,

                        Wstał z martwych, potem na niebiosa wstąpił.

                                   A stamtąd przyjdzie na sąd ostateczny,

                                   Dobrym da niebo, złym zaś ogień wieczny.

                                   A że zły człowiek łamie przykazania,

                                   W chorobie, szkodzie, czarach ma ufania.

                        Bóg więc rozkazał: wierz w Boga Jednego,

                        Drugie imienia nie bierz darmo Jego.

                        Trzecie pamiętaj byś święcił dni moje,

                        Czwarte zaś szanuj ojca, matkę twoją.

                                   Piąte nie zabijaj, szóste nie cudzołóż,

                                   Siódme nie kradnij, ósme fałszu nie mnóż.

                                   Dziewiąte żony nie żądaj bliźniego,

                                   Dziesiąte ani żadnej rzeczy jego.

                        Pięć kościelnego mamy przykazania,

                        Dni świętych święcić z dawnego podania.

                        Słuchaj mszy świętej w dni święte uczciwie,

                        Zachowaj posty jedząc wstrzemięźliwie.

                                   Czyń spowiedź szczerą blisko Wielkiejnocy,

                                   Weź ciało Pańskie dla duszy pomocy.

                                   Siedem sakramentów: Chrzest i bierzmowanie,

                                   Ciała, Krwi Pańskiej także przyjmowanie.

 

                        Spowiedź, Kapłaństwo i Małżeństwo święte,

                        I namaszczenie przed śmiercią przyjęte.

                        I ta przyczyna Boskiego karania,

                        Że człowiek łamie Jego przykazania.

                                   Aby się dusza dostała do nieba,

                                   Zostawać w wierze katolickiej trzeba.

                                   Co kościół rzymski daje do wierzenia,

                                   Trzymaj statecznie, a pewnyś zbawienia.

                        Jeden Bóg wszędzie, jeden chrzest przyjęty,

                        I jedna wiara mówi Paweł święty.

                        Piotr z następcami jest głową w kościele,

                        Ta wiara sama, innych chociaż wiele.

                                   Wiatr się rachuje, w nich żaden zbawiony

                                   Człowiek nie będzie, ale potępiony.

                                   Bóg to objawił swym wiernym dlatego,

                                   Iż nieomylna prawda święta Jego.

                        Straszliwa trwoga na świecie powstanie,

                        Wtenczas, gdy wszystkich ciało zmartwychwstanie.

                        Zaćmi się słońce, księżyc, wszystkie gwiazdy

                        Na ziemię spadną, aż struchleje każdy.

                                   Strach niesłychany będzie grzesznych ludzi,

                                   Gdy ich anielska trąba z grobów zbudzi.

                                   On dzień ostatni i niebieskie siły,

                                   Poruszy oraz odsłoni mogiły.

                        Przegniłe ciało i skruszone kości,

                        Zarówno przyjdą do swojej całości.

                        Wróci się dusza do swojego ciała,

                        Aby z spraw swoich rachunek oddala.

                                   Na Józefata staniemy dolinie,

                                   Tam się obaczym wszyscy wraz w godzinie.

                                   Lecz niezadługo odmiana nastanie,

                                   Zważ, co świat kochasz, zważcie chrześcijanie.

                        Matce od córki odłączyć się trzeba,

                        Córka do piekła, a matka do nieba.

                        Albo też córka pójdzie ze świętymi,

                        Nieszczęsna matka wraz z potępionymi.

                                   Brat z bratem, ojciec z synem się rozstanie,

                                   Jeden do nieba, drugi w piekle stanie.

                                   I mąż od żony weźmie rozłączenie,

                                   Jedno na męki, drugie na zbawienie.

                        Potem Bóg sędzia na tronie zasiądzie,

                        Ogłosi wyrok, co tam za płacz będzie.

                        Gdy tam zobaczą wszystkie swoje sprawy,

                        Myśli, złe mowy i sprośne zabawy.

                                   Bóg sprawiedliwy wsze dzieła poznaje,

                                   Kto jak zasłużył, tak zapłatę daje.

                                   Rzecze do dobrych, pójdźcie ze świętymi,

                                   Źli zaś na wieki idźcie z przeklętymi.

                        Szczęśliwy, który w niebo się dostanie,

                        Ach, biada temu, kto w piekle zostanie.

                        Żałuj grzeszniku za twe wszystkie złości,

                        Poprzestań grzeszyć, będziesz w szczęśliwości.

                                   Łaskawy Pan Bóg nie gubiąc człowieka,

                                   Gorzkich łez jego i spowiedzi czeka.

                                   Jeżeli nie chcesz żałować serdecznie,

                                   Będziesz przeklęty i zaginiesz wiecznie.

Tu jest miejsce utajenia

 

                                     Tu jest miejsce utajenia

                                              Jezus tu wygląda mnie

                                              Zbliża się czas nawiedzenia

                                              Tu codziennie schodzim się

 

                                              Cóż to, cóż to Pana nie ma

                                              Pan na pewno ukrył się

                                              Wypatruję go oczyma

                                              Nie ma Pana, nie ma nie

 

                                              Cicho, cicho już przychodzę

                                              I pociechę niosę ci

                                              Twej nadziei nie zawiodę

                                              Tylko szczerze ufaj mi

 

                                              Pragnę umrzeć dla Jezusa

                                              On mi śliczne niebo da

                                              Nie usidli mnie pokusa

                                              Jemu życie oddam ja

 

                                              On mi niebo wnet otworzy

                                              Cudne niebo, ten raj swój

                                              W nim króluje On, Syn Boży

                                              Oblubieniec, Jezus mój

 

                                              Płacz na ziemi, płacz cichutko

                                              Niech Cię słyszy tylko Bóg

                                              On przy tobie tak bliziutko

                                              Łzy swe składaj Mu u stóp

 

                                              Płacz na ziemi, bo tam w niebie

                                              Nie ma bólu, nie ma łzy

                                              Tam Pan Jezus przyjmie Ciebie

                                              Tam, gdzie wieczna radość brzmi

 

                                              Płacz na ziemi, bo na świecie

                                              Płakał oblubieniec mój

                                              Tej bolesnej Marii Dziecię

                                              Więc pod krzyżem z Marią stój

 

                                              Niech mi powie ojciec, matka

                                              Co dobrego da mi świat

                                              Gdy dla świata rzeczy Chryste

                                              Jeśli się dopuszczę zdrad

 

                                              Więc porzucę ojca, matkę

                                              Do Jezusa pójdę ja

                                              W jego sercu znajdę chatkę

                                              Tam schronienie, radość tam

 

                                              Smutek widzę dookoła

                                              Tam na świecie gorycz ból

                                              Słyszę, Jezus na mnie woła

                                              Moja radość, Pan i Król

 

TYLKO BÓG MI DOPOMOŻE

Ref.          TYLKO BÓG MI DOPOMOŻE, * Ten, co stworzył cały świat.

  1. Wznoszę oczy me ku górom, * Gdzie pomocną znajdę dłoń * Tylko Bóg mi dopomoże, * Ten, co stworzył cały świat.
  2. On ci upaść nie dozwoli, * czujnie Ciebie będzie strzegł, * Ten, co strzeże ludu swego, * nie pogrąży się we śnie.
  3. Pan twym stróżem i obrońcą. * U twojego boku trwa. * W dzień cię słońce nie porazi, * ani w noc księżyca blask.
  4. Bóg od złego cię ustrzeże, * w swej opiece będzie miał. * Będzie strzegł na każdym kroku, * teraz i po wieczny czas.

 

USYCHAJĄC Z PRAGNIENIA

 

                Usychając z pragnienia,

Od czyśćcowego palenia

                        I cierpiącym ciężką mękę

                        Podaj matko dziatkom rękę, Niepokalana Maryja.

            Tyś na zmycie win krynico,

Wejrzyj łaskawą źrenicą

            Aż z Twojego zmiłowania

            Wybaw duszę od karania, Niepokalana Maryja.

                        Kluczu Dawidów do Nieba,

Twej pomocy duszom trzeba

Niechaj będą z mąk wyrwane

Z więzów wolności oddane, Niepokalana Maryja.

            Wszystkich wierny wizerunku

            Dodawaj duszom ratunku

            Którzy w Tobie ufność mają

            Niech Twej pomocy doznają, Niepokalana Maryja.

                        Przez Twoje wielkie zasługi

                        Niech umarłym wszystkie długi

                        Bóg odpuści, a więzienia

                        Niech doznają uwielbienia, Niepokalana Maryja.

            Pani dobra, która nikim

Nie gardzisz, chociaż grzesznikiem

Wyrwij ich z ręki sędziego

Złącz do chóru anielskiego, Niepokalana Maryja.

            Córko ojca przedwiecznego

            Któremu nie masz równego

            Miej i nas w swej obronie

            Przy ostatnim życia zgonie, Niepokalana Maryja.

A gdy Bóg na sąd zasiądzie

I rozsądzać wszystko będzie

Niech będzie Twoja przyczyna

Z nami do Twego syna, Niepokalana Maryja.

            Jego się sądu boimy

            Bo się winnymi czujemy

            Lecz przez Ciebie Matko Boga

            Niech się ta oddali trwoga, Niepokalana Maryja.

Matko Jezusa łaskawa

Której wszędzie pełna sława

Łaski żebrzemy u Ciebie

Byśmy byli z Tobą w niebie, Niepokalana Maryja.

 

 

WIĘZIEŃ   W   CZYŚĆCU   ZATRZYMANY

 

Więzień w czyśćcu zatrzymany

Prosi na Jezusa rany,

Ratuj z ognia moją duszę,

Bo ja bardzo cierpieć muszę. O Jezu.

                        Za wszystkie dni i momenta

                        Życia mego i talenta,

                        Tam rachunek pokazano

                        Na ciężkie męki mnie dano. O Jezu.

Ogień w czyśćcu bardzo ostry

Otoczył mnie płomień bystry

I zewsząd mnie ogień pali,

Nikt się nade mną nie żali. O Jezu.

                        Gdym się z światem ja rozstawał,

                        Wtenczas mnie każdy żałował,

                        A gdym skonał, choć widzieli,

                        O duszy mej zapomnieli. O Jezu.

Córki, syny co płakali,

Gdy mnie do grobu chowali,

Wtenczas niby żałowali,

A teraz mnie zaniedbali. O Jezu.

                        Siostra z bratem chodzi stroną,

                        Choć na rocznicę mą dzwonią,

                        Gdy requiem mi śpiewają

                        O duszy mej nic nie dbają. O Jezu.

Miły Jezu, cóż takiego

Nie masz przyjaciela mego,

Żeby mnie teraz ratował,

W mękach czyśćcowych salwował. O Jezu.

                        Córki, syny nie ratują,

                        Bracia, siostry też nie dbają,

                        Przyjaciele, inni krewni,

                        Nikt o duszy mej nie wspomni. O Jezu.

Mają z pisma ogłoszenie,

Jak w czyśćcu palą płomienie,

Tam za moment grzechu płonąć,

We łzach gorzkich długo tonąć. O Jezu.

                        Dekret Boski nie w przemianie,

                        Co mnie dziś, tak się wam stanie,

                        Uważaj każdy żyjący

                        Na ogień w czyśćcu gorący. O Jezu.

Przez Twą Jezu srogą mękę,

Podaj duszom w czyśćcu rękę,

Wyciągnij ją zranionymi

Z czyśćca rękami Twoimi. O Jezu.

                        Wprowadź z Twej świętej miłości,

                        Do niebieskiej wesołości,

                        Niech się cieszą z Tobą Panem

                        Aż na wieki wieków. Amen. O Jezu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WYNOŚCIE   MNIE   Z   DOMU

                        Wynoście mnie z domu tego,

                                   Bo w nim mieszkać nie mogę.

                                   Do przybytku grobowego

                                   Śmierć wskazuje mi drogę.

                                               Gdzie skażenie człowieka,

                                               Tam i moje mnie czeka.

                                   Krótka podróż mego życia,

                                   Bo z kolebki do grobu.

                                   Wiek mój dłuższego pobycia

                                   W świecie nie ma sposobu.

                                               Bóg polubił mą duszę,

                                               Stąd do grobu iść muszę.

                                   Wychodząc z domu waszego,

                                   Już was żegnam rodzice.

                                   Sercem dziecięcia wdzięcznego,

                                   Dziękuję wam za życie.

                                               Za pokarm, wychowanie,

                                               Za pieczę i staranie.

                                   Zrodziliście mnie do nieba,

                                   Gdzie się dusza weseli.

                                   Smucić wam się więc nie trzeba,

                                   Gdy się z mojej anieli.

 

WYSZŁA   DUSZA   Z   CIAŁA

 

                        Wyszła, wyszła dusza z ciała,

                                   Na zielonej łące stała.

                                   Stała, stała i płakała,

                                   Gdzie ja będę nocleg miała. O Jezu.

                                               Czyli w polu, czyli w lesie,

                                               Gdzie mnie sam Pan Bóg zaniesie.

                                               Swą rodzinę opuściła,

                                               Sama od nich odstąpiła. O Jezu.

                                   Przyszedł do niej anioł z nieba,

                                   Czego Ci duszo potrzeba.

                                   Mnie niczego nie potrzeba,

                                   Tylko Pana Boga z nieba. O Jezu.

                                               Weź się duszo za swe lota,

                                               Zaniosę Cię w rajskie wrota.

                                               Rajskie wrota są zamknięte,

                                               A piekielne otworzone. O Jezu.

                                   Wyłam duszo rózgę z płota,

                                   I zapukaj w rajskie wrota.

                                   Dusza rózgę wyłamała,

                                   W rajskie wrota zastukała. O Jezu.

                                               Matka Boska usłyszała,

                                               Piotra, Pawła zawołała.

                                               Piotrze, Pawle, podaj klucze,

                                               Bo ktoś w rajskie wrota tłucze. O Jezu.

                                   Czy ty duszo spodziewana,

                                   Czy olejkiem namaszczona

                                   Jestem, Panie, spowiadana

I olejem namaszczana.

                                    Idź ty duszo za duszami,

                                   Jako księżyc za gwiazdami. O Jezu.

                                               Gdzie święci pieśni śpiewają,

                                               Trójcę świętą wychwalają.

                                               Tak dusze w czyśćcu wzdychają,

                                               O modlitwę nas błagają. O Jezu.

 

ZAPADA ZMROK

         Zapada zmrok, już wszystkie światła gasną.

            Bo właśnie nadszedł twego życia kres.

            I tylko jedno światło nie zagaśnie,

            Tym światłem Pan, co dziś powołał Cię.

                        Zostawiasz nas, jak smutna to jest chwila.

                        Wśród kwiatów leży martwe ciało twe.

                        Przy głowie świece, a wokół rodzina.

                        Smutek na twarzy, a z oczu płyną łzy.

            Więc żegnaj nam, śmierć życie Ci zabrała.

            Ziemskiej pielgrzymki skończył się Twój trud.

            Ciało zostało, dusza uleciała,

            Tam, gdzie jej miejsce przygotował Bóg.

                        Choć w piersi smutek, żal serce zaciska,

                        Wierzymy, że spotkamy ciebie znów,

                        Przyjdzie ten dzień, gdy ciało swe odzyskasz

                        I ojciec Bóg osądzi życie twe.

           Odchodzisz stąd, przed Tobą nowa droga.

            Jesteśmy tu, by żegnać Ciebie już,

            Modlitwą, którą wznosimy do Boga

            I matki naszej ucieczki grzesznych dusz.

                        O święta Pani, wysłuchaj błaganie,

                        Od mocy złych uchroń duszę tą.

                        Pod Twą opieką nic jej się nie stanie,

                        Do tronu Pana, Ty zaprowadź ją.

            A jeśli ona nie jest godna tego,

            O wszechmogący racz pokutę dać.

            Prosimy Jezu wybaw ją od złego,

            By mogła wieczny odpoczynek mieć.

 

Zawitaj, Ukrzyżowany

 

                        1. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               Jezu Chryste przez Twe rany.

                               Królu na niebie, prosimy Ciebie,

                               ratuj nas w każdej potrzebie.

 

                               2. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               całujem Twe święte rany;

                               przebite ręce, nogi w Twej męce,

                               miejcież nas w swojej opiece.

 

                               3. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               biczmi srodze skatowany;

                               zorane boki, krwawe potoki,

                               wynieścież nas nad obłoki.

 

                               4. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               cierniem ukoronowany;

                               w takiej koronie, zbolałe skronie,

                               miejcież nas w swojej obronie.

 

                               5. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               ciężkim krzyżem zmordowany;

                               rano w ramieniu, z niej Krwi strumieniu,

                               pociągnij nas ku zbawieniu.

 

                               6. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               w twarz pobity i zeplwany;

                               o święte lice, łez, Krwi krynice,

                               zwróćcież na nas swe źrenice!

 

                              

                               7. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               włócznią na sercu stargany;

                               piersi, wnętrzności, pełne gorzkości,

                               miejcież nas w swojej litości.

 

                               8. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               w duszy srodze zatroskany;

                               smutki i żale, w serca upale

                               wynieścież nas ku swej chwale.

 

                               9. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               W Bóstwie swym sponiewierany;

                               we czci i chwale zniszczony wcale,

                               zbaw nas na swym trybunale.

 

                               10. Zawitaj, Ukrzyżowany,

                               niewinnie zamordowany;

                               bądź, konający, na nas pomnący,

                               raj łotrowi darujący.

 

                               11. Przez Twoje gorzkie skonanie

                               litościwy bądź nam, Panie,

                               w ostatnim zgonie miej nas w obronie,

                               postaw nas po prawej stronie.

 

                               12. O Jezu, miłości zdroju,

                               wzdycham do Twego pokoju!

                               Za grzechy płaczę sercem Cię raczę,

                               Krzyżem Twoim głowę znaczę.

 

ZEGAR BIJE - PAMIĘTAJ

Zegar bije-pamiętaj na drogę wieczności,

A tak moment ostatni skończysz w szczęśliwości.

Zegar bije godzinę-już życie uchodzi,

Miej baczenie o sobie, boć śmierć w serce godzi.

            Zegar bije-ciebie wnet na sąd zawołają,

            Na którym ledwie świecie sprawę wygrywają.

Zegar bije-piekło się ogniste otwiera,

Ty nie dbasz, chociaż ludzi tysiące zamiera.

Zegar bije-ty grzesząc, Jezusa krzyżujesz,

Cóż złego ci uczynił, że go tak mordujesz.

Zegar bije-czas płynie jako w rzekach wody,

Strzeż się nie nagrodzonej człowiecze szkody.

            Zegar bije-świat swoje cukruje godności.

            Jak wiele już zwiodły jego obłudności.

            Zegar bije, ciało się pociechą częstuje,

            A zawsze Ci piekielne gorzkości gotuje.

Zegar bije-czart na cię w sądzie instrygnuje.,

Przy zasługach Jezusa zaraz ustępuje..

Zegar bije-ty już znasz prawdy chrześcijańskie,

A przecież życie prowadzisz pogańskie.

            Zegar bije-niebiescy żeńcy żąć wychodzą

            Kąkol w snopki związany

            W ogień wrzucić dadzą.

            Zegar bije, śmierć życie ścina na innych świat.

Ty nie widzisz czy w twej drodze trafisz na dobry trakt.

Zegar bije, do brzegu nie wód dociągają.

Ryby złe precz wyrzucają, a dobre schowają.

            Zegar bije-rachunków, już księgi otworzą,

            O jakich się złośliwości ludzie tam zatrwożą.

            Zegar bije-tobie czas biorąc do poprawy,

            Narzekać już nie rychło poczniesz na złe sprawy.

                        Zegar bije-stworzenia na mnie narzekają,

                        Na złość tej strasznej złości przed Bogiem stękają.

                        Zegar bije, słońce chce stanąć z obrotami.

                        Księżyc się przyodzieje w żałobie z gwiazdami.

                        Zegar bije, żołnierzom ognistego koła.

                        Pozorem cię śmierć będzie reprezentowała.

Zegar, powietrze straszą cię grzmotami.

Choć i predko lotnimi strasznymi piorunami.

Zegar bije, morskie się burzą nawałnice.

Zatapiają cię grzeszniku w twej zawziętości.

Zegar bije, ziemia się trzęsie i topnieje.

Ludzki naród od strachu wielkiego truchleje.

Zegar bije, już wieczności wieczność następuje,

Patrząc jak Bóg zapłatę za grzech gotuje.

Zegar bije, obieraj albo w niebie gody,

Albo w piekle z czartami wiekuiste gody.

 

ZMARŁY   CZŁOWIECZE

 

                   Zmarły człowiecze, z tobą się żegnamy,

                        Przyjmij dar smutny, który ci składamy.

                        Trochę na grób twój porzuconej gliny

                        Od twych przyjaciół, sąsiadów, rodziny.

 

                                   Powracasz w ziemię, co matką twą była.

                                   Teraz cię strawi, niedawno żywiła.

                                   Tak droga każda, która na świat wodzi

                                   Na ten ubity gościniec wychodzi.

 

                        Niedługo bracie/siostro/ z tobą się ujrzymy.

                        Jużeś tam doszedł, my jeszcze idziemy.

                        Trzeba ci było odpocząć po biegu.

                        ty wstaniesz, boś tu tylko na noclegu.

 

                                   Boże! Ten zmarły w domu Twym przebywał.

                                   U stołu Twego jadał, Ciebie wzywał.

                                   Na Twej litości polegał bezpieczny.

                                   Daj duszy jego/jej/ odpoczynek wieczny.

 

 

ZMARŁY   CZŁOWIECZE

 

Franciszek Karpiński „Przy grzebaniu zmarłego” /wersja oryginalna/

             Zmarły człowiecze! Z tobą się żegnamy,

                        Przyjmij dar smutny, który ci składamy.

                        Trochę na grób twój porzuconej gliny

                        Od twych przyjaciół i od sąsiadów, twej rodziny.

 

                                   Powracasz do ziemi, co matką twą była.

                                    Teraz cię strawi, niedawno żywiła.

                                   Tak droga każda, którą człowiek chodzi

                                   Na ten gościniec wszystkich nas wywodzi.

 

                        Niedługo bracie/siostro/ z tobą się ujrzymy!

                        Jużeś tam doszedł /doszła/, my jeszcze idziemy.

                        Trzeba ci spocząć po skończonym biegu.

                        Lecz znowu wstaniesz, boś tu na noclegu.

 

                                   Boże! Ten zmarły w domu Twym przebywał.

                                   Żył w twojej wierze, Twej pomocy wzywał.

                                   Że na Twej łasce wspierał się bezpieczny.

                            Daj duszy jego/jej/ odpoczynek wieczny.

 

ŻEGNAM   CIĘ   MÓJ   ŚWIECIE

                 

Żegnam cię mój świecie wesoły, już idę w śmiertelne popioły.

Rwie się życia przędza, śmierć mnie w grób zapędza.

Bije pierwsza godzina.

                        Żegnam was rodzice kochani,/rodzino kochana/

                        Znajomi, krewni i poddani.

                        Za łaskę dziękuję, z opiekę kwituję.                 Bije druga godzina.

                        Żegnam was, mili przyjaciele,

                        Mnie pod głaz czas grobowy ściele.

                        Już śmiertelne oczy sen wieczny zamroczy.       Bije trzecia godzina.

                        Żegnam was królowie, książęta,

                        Cieszcie się swym szczęściem panięta.

                        Już służyć nie mogę, wybieram się w drogę.     Bije czwarta godzina.

                        Żegnam was mitry i korony,

                        Czekajcie swoich rządców trony.

                        Ja w progi grobowe zniżyć muszę głowę.         Bije piąta godzina.

                        Żegnam was, pozostali słudzy, tak moi, jako też i drudzy.

                        Idę w śmierci ślady, bez waszej porady.          Bije szósta godzina.

                        Żegnam was, przepyszne pokoje,

                        Już w wasze nie wejdę podwoje.

                        Już czas mej żałobie dał gabinet w grobie.        Bije siódma godzina.

                        Żegnam was, pozostałe stroje,

                        Już o was bynajmniej nie stoję.

                        Mól będzie posłanie, robak kołdrą stanie.        Bije ósma godzina.

                        Żegnam was, wszystkie elementa,

                        Żywioły, powietrzne ptaszęta.

                        Już was nie zobaczę, w dół grobowy skaczę. Bije dziewiąta godzina.

                        Żegnam was, niebieskie planety,

                        Do swojej dążyć muszę mety.

                        Innym przyświecajcie, mnie dokonać dajcie. Bije dziesiąta godzina.

                        Żegnam was, najmilsze zabawy,

                        zewnętrzne, powierzchowne sprawy.

                        Już nie wolno będzie jeść, pić na urzędzie,

Intraty rachować, szkatuły pakować.   Bije jedenasta godzina.

                        Żegnam was, godziny minione,

                        Momenta i dni upłynione

                        Już zegar wychodzi, indeks nie zawodzi.

                        Do wiecznego spania śmierć duszę wygania. Bije dwunasta godzina.

 

 

Polskie kwiaty

 

Pieśń poświęcona Janowi Pawłowi II /na melodię Polskie Kwiaty/

Śpiewa Ci nowy wiatr, zachwyca nowy świat, po tamtej stronie
Odszedłeś od nas stąd, na wieczny życia ląd - do Bożej Chwały
Tam właśnie teraz spotkałeś Pana, duszo nam droga - duszo kochana
Poznałeś szczęście co nie przemija, życie na ziemi to tylko jest chwila

I już nie wrócisz tu, ale tam powiedz Mu - Ojcze Kochany
Że Ty do Bożych rąk niesiesz z tych ziemskich rąk - nasze modlitwy.
Wysłuchaj Panie nasze błaganie, cóż ponad miłość nam pozostanie
Daj Ty tej duszy łaskę zbawienia, która doznała tyle cierpienia

Pozostawiłeś nas, w ten trudny dla nas czas, - Ojcze Kochany
Rozkwita ziemia i już modlitwą pięknych róż - do Stwórcy pana
Proś Ty za nami Ojcze Kochany, niech nie będziemy dziś sierotami
Niechaj nam ześle Bóg pocieszenie i da nam wszystkim swoje zbawienie

A kiedy przyjdzie czas, przywitasz w niebie nas - Ojcze Kochany
My chcemy z Tobą być i także w niebie żyć - u stóp Chrystusa
Wypraszaj Łaski, mów nam co trzeba i która droga wiedzie do nieba
Żebyśmy wszyscy w dobrym wytrwali i nauk Twoich nie zmarnowali

 

 

 

 

 

 

PIEŚŃ DLA PAPIEŻA / na melodię „Mój Mistrzu”/

 

Jan Paweł, pasterz nasz,

Opuścił owce swe,

Przechodząc z życia tego do wieczności.

On do nas, ludzi, rzekł:

„Wy nie lękajcie się,

Bo Pan Bóg Ojcem wielkiej jest miłości”.

 

Refren:

Rodacy,

Przed nami życie, w którym trzeba z wiarą godnie iść.

Rodacy,

Niech nas prowadzi do wieczności Zbawiciela krzyż.

Rodacy,

Musimy oddać Papieżowi hołd i cześć.

 

2.   On uczył cały świat.

On dla nas był jak brat.

On tak jak Jezus kochał i przebaczał.

W wielkiej miłości swej,

Z serca odpuścił grzech,

Darując wielkie zło zamachowcowi.

Ref. Rodacy…

 

3. Jan Paweł, pasterz nasz,

Co tak ukochał lud,

Zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu.

A piękne życie swe

Madonnie Czarnej dał,

Wypowiadając Totus Tuus, Maryjo.

 

Ref: Papieżu,

Będziemy modlić się za Ciebie wszyscy cały czas.

Papieżu,

Twe wielkie dobro niech zjednoczy serca w każdym z nas.

Papieżu,

Dziś wszystkie oczy smutne i się kręci w każdym łza.

Papieżu,

Niech dobry Bóg Ci w niebie życie wieczne teraz da./ ostatni refren 2x/.

 

 

Kancelaria

czynna pon. – pt.:
8:00–9:00 i 16:00-17:00
Sprawy „pilne”, odwiedziny chorych  i związane z pogrzebami załatwiamy poza godzinami kancelaryjnymi.

Kalendarz

« Grudzień 2017 »
Nie Pn Wt Śr Czw Pt Sb
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Pielgrzymka do Hiszpanii i Portugalii 2018

Pielgrzymka do Ziemi Świętej 2018

  • 1.jpg
  • 2.jpg
  • 3.jpg
  • 4.jpg
  • 5.jpg
  • 6.jpg
  • 7.jpg

Multimedia

Początek strony